sobota, 16 maja 2026

Baucis i Filemon

Pewnego razu władca bogów Zeus i jego syn Hermes przyjęli postacie zwykłych ludzi, zstąpili z Olimpu i wędrowali po ziemi. Ściemniało się, zapadał wieczór, zaszli więc do pobliskiej wioski i prosili o nocleg. Daremnie jednak pukali do kolejnych chat, wszędzie zatrzaskiwały się przed nimi drzwi, gdy w imię świętej gościnności prosili o schronienie. Dopiero na samym krańcu wioski, w ubogiej chatynce, krytej słomą i trzciną, otworzono im i serdecznie przyjęto. Chatka należała do stareńkiej Baucis i jej równie sędziwego męża Filemona. Tu mieszkali od młodości, tu się razem zestarzeli. Ubóstwo znosili pogodnie, nie było dla nich ciężarem. Zakrzątnęli się oboje, przynieśli rzepy z ogródka, zdjęli spod powały długo tam wiszący połeć słoniny, odcięli solidny kawałek, ogień pod kociołkiem podsycili, pachnącą miętą stół przetarli. Podjęli gości sałatą, rzodkwią, orzechami, jabłkami, ciepłym posiłkiem i młodym winem. Aż tu widzą, że ile razy drewniane kubki napełnią, wina w dzbanku przybywa i znów pełny.

Zląkł się Filemon, zatrwożyła się Baucis, składają ręce i proszą o wybaczenie, że uczta taka skromna, oni nieprzygotowani na przyjęcie dostojnych gości. Jedyną swoją gąskę, jaką mieli, chcą zarżnąć dla boskich gości, ale gęś umyka, trudno ją dogonić staruszkom. Wreszcie uciekający ptak chroni się u samych bogów. Zakazują go zarzynać i nie tają już dłużej, kim są.

Wyprowadzają gospodarzy z chatki na pobliskie wzgórze. Z trudem wspinają się staruszkowie na strome zbocze. Prawie u szczytu obejrzeli się oboje i ujrzeli, że cała wioska została zalana falami powodzi, w której zginęli niegościnni mieszkańcy. Tylko ich jedna chatka ocalała. Chatka na ich oczach zamienia się w świątynię, ze słupków powstają kolumny, słomiana strzecha połyskuje złotem, gliniana podłoga zmienia się w lśniący marmur.

„Czego pragniecie?”, pyta ich Zeus. Mąż i żona szepczą ze sobą przez chwilę. Chcieliby oboje służyć bogom w tej świątyni jako kapłan i kapłanka, a kiedy śmierć miałaby dosięgnąć jedno z nich, pragną umrzeć razem, by jedno nie grzebało i nie opłakiwało drugiego.

Ich prośba została wysłuchana. Doglądali świątyni do końca życia. Pewnego dnia, gdy stali u stóp świątyni, Baucis nagle spostrzegła, że Filemon okrywa się liściem; Filemon ujrzał Baucis w zieleń liści odzianą. Zdążyli się pożegnać, zanim ich usta pokryła kora. Filemon zamienił się w dąb, Baucis w lipę, splecione ze sobą.

Baucis i Filemon, ilustracja Arthura Rackhama
Baucis i Filemon, ilustracja Arthura Rackhama
z książki Nathaniela Hawthorne’a „A Wonder Book for Girls and Boys”, 1922.

Owidiusz, „Metamorfozy”, 640–720; przeł. Anna Kamieńska i Stanisław Stabryła.

niedziela, 3 maja 2026

Słaba płeć

Niemal 900 km od pierwszej katarakty, na terenie obecnego Sudanu, znajdują się pozostałości najbardziej na południe wysuniętego miasta Kuszytów, odkryte w XIX wieku w stanie niemal nietkniętym, prócz zmian, które spowodował upływ czasu. Jednym z najlepiej zachowanych i najbardziej znanych zabytków tego miejsca jest tzw. świątynia Lwa, poświęcona kuszyckiemu bogowi-lwu, Apademakowi, wzniesiona za panowania króla Netekamaniego i królowej Amanitare, na początku I wieku n.e.

Wzniesiona z piaskowca budowla już na pierwszy rzut oka przypomina świątynię egipską, z charakterystycznymi pylonami bramującymi wejście oraz utrzymanymi w stylu egipskim reliefami na ścianach. Pylony, tak jak to bywało w Egipcie, ozdobiono przedstawieniami władcy triumfującego nad pokonanymi wrogami. W tym przypadku: obojga władców. Na lewym pylonie widnieje wizerunek króla Netekamaniego, na prawym — królowej Amanitare.

Pylon świątyni Lwa, Amanitare gromiąca wrogów
Pylon świątyni Lwa, Amanitare gromiąca wrogów
Richard Lepsius, „Denkmäler aus Ägypten und Äthiopien”, T. X pl. 56.

Nad głową Amanitare rozpościera skrzydła sępia bogini Nechbet, opiekunka Górnego Egiptu, protektorka władców.

Ozdobione powiewającymi wstążkami nakrycie głowy królowej przedstawia pod postacią zwierząt obie boginie opiekuńcze, patronki Obu Krajów i podwójnej korony faraonów, Górnego i Dolnego Egiptu: sępa bogini Nechbet i gotową do ataku kobrę bogini Uadżet.

Królową ukazano w pełni jej obfitych kształtów, przypominających sylwetkę królowej południowego kraju Punt, do którego przed wiekami Hatszepsut, władczyni Egiptu, wysłała ekspedycję morską po egzotyczne rośliny i zwierzęta. Na szyi Amanitare nosi duże okrągłe korale, jej ręce zdobią bransolety, spódnicę pokrywa wzór z opiekuńczych skrzydeł sępów, a z pasa zwieszają się sznury z figurami kobr. Oraz pochwa miecza.

We wzniesionej nad głową ręce Amanitare trzyma miecz o prostej klindze, broń, jakiej nie używano w czasach największego rozkwitu starożytnego Egiptu, w epoce Nowego Państwa, gdy faraonowie władali nad krainą Kusz. Egipskim mieczem był wówczas chepesz, bliskowschodnia broń o zakrzywionej, sierpowatej głowni. Miecze o prostej, trójkątnej klindze pojawiły się w Egipcie dopiero pod koniec tej epoki. Walczyli nimi wojownicy Ludów Morza, którzy najeżdżali wschodnie wybrzeża Morza Śródziemnego i doprowadzili do załamania się cywilizacji brązu na Bliskim Wschodzie. Egipt okazał się jedynym państwem, które zwycięsko odparło najeźdźców i choć osłabione — przetrwało. Mieczami o prostej klindze, zakończonej ostro zarysowanym, trójkątnym sztychem walczyli tysiąc lat później Rzymianie, którzy pokonali Kleopatrę VII i włączyli Egipt do swojego państwa, kilkadziesiąt lat przed czasami królowej Amanitare.

W drugiej ręce królowa dzierży drugi miecz, a jednocześnie trzyma za włosy grupę pokonanych wrogów, unoszących w górę ręce w błagalnym geście. Zupełnie jakby trzymała w garści pęczek warzyw. To typowy sposób przedstawiania niepowstrzymanej militarnej potęgi władców Egiptu. Ku wrogom królowej wyciąga pazury towarzyszący jej lew. Zostali już pochwyceni i skuci, widoczny na pierwszym planie jeniec lewą ręką sięga do uchwytu obejmującej mu szyję obroży.

sobota, 11 kwietnia 2026

Jak nie chcą jeść, niech piją!

Okręty rzymskie w ciszy płynęły na północ, wzdłuż zachodniego wybrzeża Sycylii. Wyruszyły z Lilybeum, gdzie blokowały od strony morza główną bazę kartagińską na wyspie. Dowódca wyprawy, na którą składało się dwieście pięciorzędowców, konsul Publiusz Klaudiusz Pulcher, zdecydował o wypłynięciu w bezksiężycową noc i wyprzedzającym uderzeniu z zaskoczenia na flotę Kartagińczyków gromadzoną pod Drepanum. Od wrogich jednostek dzieliło ich zaledwie 20 mil, parę godzin żeglugi. Na statku dowódcy znajdowała się niewielka drewniana klatka. A w niej kurczaki. Nie były jednak przeznaczone na posiłek.

Rzymscy kapłani, augurowie, z zachowania świętych ptaków wróżyli losy przedsięwzięcia. Otwierano klatki i rzucano im ziarno. Jeśli ptaki jadły z zapałem, był to dobry znak; jeśli ociągały się z jedzeniem, wróżba była niepomyślna, bogowie ostrzegali przed niepowodzeniem. Tym razem ptactwo nie chciało tknąć karmy. Wściekły Klaudiusz Pulcher rozkazał wrzucić kurczaki do morza, wołając: „Niech piją, skoro jeść nie chcą!”.

Klaudiusz Pulcher przed bitwą pod Drepanum
Klaudiusz Pulcher przed bitwą pod Drepanum.
Charlotte Mary Yonge, „A pictorial history of the world's great nations”, vol. 1.

Bitwa zakończyła się katastrofalną klęską, Klaudiusz stracił 180 okrętów, zginęło lub dostało się do niewoli 20 tysięcy Rzymian. Pod Drepanum Kartagina odniosła największe zwycięstwo morskie w tej wojnie.


Polibiusz, „Dzieje” 49-52.
Swetoniusz, „Żywoty cezarów. Tyberiusz” 2, tłum. Janina Niemirska-Pliszczyńska.