środa, 4 lutego 2026

Profesor w szkole średniej

W XXI wieku coraz częściej zdarza się, że uczniowie kwestionują tytułowanie nauczycieli szkół średnich, szczególnie liceów, „Panem profesorem”, “Panią profesor”, uważając to za wymysł nauczycieli, „bezprawnie przywłaszczających sobie nienależny tytuł naukowy”.

Prawdą jest, że nauczyciele kończą studia z tytułem magistra i raczej rzadko się zdarza, żeby mieli choćby doktorat, nie mówiąc już o tytule profesorskim, nadawanym przez prezydenta na wniosek środowiska naukowego. Ale przecież podobnie zwyczajowo zwracamy się do lekarzy grzecznościowo: „panie doktorze”, „pani doktor”, chociaż nie wiemy, czy zrobili doktorat i mają naukowy stopień doktora nauk medycznych, a w większości przypadków go nie mają. Ich tytuł zawodowy, otrzymywany po ukończeniu studiów, to „lekarz medycyny”. Do pań farmaceutek w aptece grzecznościowo mówi się „pani magister”, a kiedy w tym sfeminizowanym zawodzie zaczęli pojawiać się mężczyźni, zaczęto zwracać się do nich „panie magistrze”.

Wszystkie te formy grzecznościowe nie wzięły się znikąd ani nie zainicjowali ich sami tytułowani.

Przypadek absolwentek i absolwentów farmacji jest najświeższy: pochodzi z XX wieku, kiedy aż do zmian pod koniec tego stulecia, osób z wykształceniem wyższym było w Polsce zaledwie kilka procent. Zwracanie się do kogoś tytułem „magister”, podobnie jak „inżynier”, było okazywaniem szacunku.

Najstarszy jest zwyczaj nazywania medyków „doktorami”, słowem, które pochodzi wprost z łaciny i oznaczało tego, który uczy, mistrza.

Pomiędzy nimi sytuuje się szkolny „profesor”. W dawnych nekrologach i na nagrobkach można napotkać towarzyszące imieniu i nazwisku zmarłego określenie „profesor gimnazjum”. W istocie „profesor gimnazjalny” była to formalna nazwa tytułu nauczycielskiego, różnego od profesora uniwersyteckiego. Wyglądało to następująco:

W drugiej połowie XIX wieku w Galicji młody człowiek planujący zostać nauczycielem gimnazjalnym musiał ukończyć kolejno: a) czteroletnią szkołę ludową, b) ośmioletnie, dwustopniowe gimnazjum, c) egzamin dojrzałości, d) czteroletnie studia na uniwersytecie. Przez co najmniej pięć semestrów (czyli dwa i pół roku) miał uczęszczać na wydział filozoficzny, pozostałe mógł studiować na jakimś innym wydziale, kierunkowym. Otwierało to przed nim drogę do nauczycielskiej kariery zawodowej (a po wydziale filozofii niewiele miał szans na inne posady). Następnie przez rok lub dwa pracował nieodpłatnie w gimnazjum lub w siedmioletniej szkole realnej jako aplikant nauczycielski lub szkolił się na kursie jako praktykant. Inną możliwością była posada zastępcy nauczyciela, płatna około 80-90 koron miesięcznie. Po tym czasie należało zdać płatny, trójetapowy, trudny egzamin przed kilkunastoosobową C. K. Naukową Komisją Egzaminacyjną dla Kandydatów na Nauczycieli Szkół Średnich. Opłata wstępna wynosiła 40 koron. Pierwszą częścią były pisane w domu rozprawy na zadany temat, osobno dla każdego z przyszłych przedmiotów nauczania, dodatkowo rozprawa filozoficzna lub pedagogiczna. Nauczyciele języków pisali w językach, jakich mieli uczyć (owszem, w przypadku języków klasycznych po łacinie i po grecku). Czas na dostarczenie prac wynosił trzy miesiące. Po otrzymaniu zawiadomienia o pozytywnej ocenie trzeba było uiścić dodatkowo 50 koron za kolejne etapy: egzamin pisemny w siedzibie komisji, ośmiogodzinny z głównego przedmiotu nauczania i czterogodzinny z pobocznego, a po pomyślnym zaliczeniu godzinny ustny. Egzamin poprawkowy oznaczał powtórne opłaty, odsiew był spory. Po zdaniu egzaminu zastępca nauczyciela, który przeciętnie miał wówczas 30 lat, otrzymywał wyższą stawkę (ok. 120 koron) i oczekiwał… aż zwolni się posada. Kiedy ją wreszcie uzyskał, jako tzw. „nauczyciel rzeczywisty” (IX ranga urzędnicza) zarabiał ok. 230 koron miesięcznie plus ewentualnie dodatek zależny od wielkości miasta, w którym pracował, oraz pięcioletni dodatek za staż pracy. Po przepracowaniu 10, czasem nawet 15 lat, mógł otrzymać tytuł profesora (VIII ranga); na szczęście stopniowo czas oczekiwania na ten awans się skracał i później nauczyciele dostawali ten tytuł już po kilku latach. Posada profesora gimnazjalnego oznaczała większy prestiż, ale też osiągnięcie pełnej stabilizacji: władze mogły go przesunąć do placówki w innym mieście tylko za jego zgodą, przywilej, którego nie miał zwykły nauczyciel. Uff!

Już wówczas wszystkich nauczycieli gimnazjalnych na etacie, nawet bez egzaminu, nazywano na co dzień „profesorami”, nie wnikając w ich faktyczny status i rangę.

środa, 28 stycznia 2026

Niezwykłe zwycięstwo

W roku 648 p.n.e. do programu igrzysk w Olimpii wprowadzono pankration, brutalną, niebezpieczną dyscyplinę będącą połączeniem boksu i zapasów. Pankration przypominał dzisiejsze mieszane sztuki walki (MMA). Jego nazwa, powstała przez połączenie słów 𝘱𝘢𝘯 („cały, wszech-”) oraz 𝘬𝘳𝘢𝘵𝘰𝘴 („siła, moc”), oznaczała użycie wszystkich sił. Zawodnicy stosowali niemal wszelkie możliwe sposoby walki wręcz bez użycia broni: ciosy pięścią, kopnięcia, chwyty, dźwignie, rzuty, wykręcanie rąk i nóg, a nawet duszenie. Zabronione było tylko wsadzanie palców do oczu oraz gryzienie i drapanie. Spartanie nawet i to uważali za dozwolone, uznawali walki w pankrationie za przygotowanie do zmagań podczas wojny. Nie było podziału na kategorie wagowe ani ustalonego czasu trwania walki. Kończyła się, gdy jeden z zawodników uniósł rękę, uznając się za pokonanego, albo też zginął, co się niekiedy zdarzało. Jego rywal zostawał zwycięzcą.

Jednym z najsłynniejszych mistrzów pankrationu był Arrichion z Figalii na Peloponezie. Dwukrotny zwycięzca olimpijski, w roku 564 p.n.e. stawił się na igrzyskach po raz kolejny.

Po serii wygranych rund pozostał Arrichionowi tylko jeden, ostatni przeciwnik. Rywal ma przewagę. Góruje nad Arrichionem, który klęczy, wsparty na rękach i kolanach. Przeciwnik przygniótł mu biodra udami, końcami stóp blokuje mu kolana, zgiętym ramieniem oplata szyję, przydusza gardło. Pozbawiony oddechu Arrichion zaczyna tracić przytomność. Słyszy jeszcze wołanie swojego trenera Eryksiasa: „Jaki to piękny nagrobek: nie poddał się w Olimpii!”. Arrichion kopie i odpycha prawą stopę przeciwnika, wyciągniętą w tył ręką przyciąga ją do siebie. Przysiada na lewej nodze, blokując stopę tamtego, zakleszczoną w zgięciu kolana. Wciąż duszony, bliski śmierci, chwyta w podwójny uścisk prawą stopę rywala i gwałtownie przekręca. Stopa łamie się w kostce. Wrogi zapaśnik nie wytrzymuje bólu i unosi rękę.

Widzowie zrywają się z siedzeń, wymachują rękami, podskakują, z radości poklepują sąsiadów. Arrichion leży nieruchomo. Sędziowie uwieńczyli gałązką oliwną martwe ciało zwycięzcy.


Pauzaniasz, „Wędrówki po Helladzie" VIII 40.1-2; przeł. Janina Niemirska-Pliszczyńska.
Filostrat Starszy, „Obrazy” II 6; przeł. Remigiusz Popowski.
Flawiusz Filostratos, „O atletyce” 21; przeł. Marian Szarmach.
George M. Hollenback, „Deaths in the Pan-Hellenic Games: The Case of Arrachion Reconsidered” [w:] „Nikephoros” 23 (2010), s. 95-104.

sobota, 17 stycznia 2026

Mowa ludu

Najczęstszym wyrazem w języku angielskim jest rodzajnik określony 𝘵𝘩𝘦. W tłumaczeniach na polski zwykle się go pomija, bo w polszczyźnie jest zbędny; w rzadkich przypadkach tłumaczy się jako „ten”, „ta” lub „to”. Co ciekawe, dawno temu w ogóle nie istniał. Powstał w najstarszej fazie rozwojowej angielszczyzny, która pierwotnie nie miała rodzajników, pomiędzy przybyciem na wyspę Brytanię germańskich Anglów, Sasów i Jutów w V wieku a podbojem normańskim w XI wieku. Wywodzi się od nadużywania w codziennej mowie zaimków wskazujących 𝘴𝘦 („ten, tamten”), 𝘴𝘦̄𝘰 („ta, tamta”), þæ𝘵 („to, tamto”), które przy stopniowym zaniku rodzaju gramatycznego i odmiany przez przypadki połączyły się w jedną formę þ𝘦, późniejsze 𝘵𝘩𝘦.

Taki sam proces, choć na bazie innego języka źródłowego bez rodzajników, zaszedł w językach romańskich, powstałych z łaciny ludowej. Łacińskie zaimki 𝘪𝘭𝘭𝘦 („tamten, ów”) oraz 𝘪𝘭𝘭𝘢 („tamta, owa”) w mowie potocznej utraciły swoją pierwotną, wskazującą rolę i przekształciły się w rodzajniki określone: 𝘪𝘭 i 𝘭𝘢 we włoskim, 𝘦𝘭 i 𝘭𝘢 w hiszpańskim, 𝘭𝘦 i 𝘭𝘢 we francuskim i tak dalej.

Podobnie wyewoluował angielski rodzajnik nieokreślony 𝘢 (przed samogłoską: 𝘢𝘯), również nietłumaczony na polski, w razie potrzeby przekładany jako „jakiś, pewien”. Wywodzi się od staroangielskiego liczebnika 𝘢̄𝘯, oznaczającego „jeden”, którego zaczęto używać w znaczeniu „jakiś pojedynczy”.

W językach romańskich rodzajnik nieokreślony powstał w taki sam sposób. Łacińskie liczebniki 𝘶𝘯𝘶𝘴 („jeden”) oraz 𝘶𝘯𝘢 („jedna”) przekształciły się w rodzajniki: 𝘶𝘯 i 𝘶𝘯𝘢 we włoskim i hiszpańskim, 𝘶𝘯 i 𝘶𝘯𝘦 we francuskim.

Trudno dokładniej wskazać, kiedy zaszły te zmiany w tym czy innym języku, bo wiemy o nich tylko przez wnioskowanie z tekstów historycznych, a większość dokumentów pisanych tworzyły piśmienne elity. Urzędnicy, kanceliści, pisarze wykształcili się na cenionych, uznanych tekstach „klasycznych”, dokumentach prawnych, literaturze pięknej, kronikach, powstałych dawniej, w minionych czasach. Traktowali je jako wzorcowe również językowo, mieli więc tendencję do konserwatyzmu językowego i posługiwania się językiem literackim, różnym od mowy ludu.

Okazuje się, że zarówno ten sam sposób powstawania rodzajników w języku, jak i dystansowanie się elit od mowy „pospólstwa” napotykamy w historii znacznie wcześniej. Setki lat nawet przed powstaniem państwa rzymskiego, nawet przed tradycyjną datą założenia Rzymu.

W języku starożytnych Egipcjan w okresie Starego Państwa (do ok. 2180 p.n.e) nie było rodzajników, istniały natomiast zaimki wskazujące. Później, w czasach Pierwszego Okresu Przejściowego i Średniego Państwa, w mowie potocznej coraz częściej i w coraz szerszym zakresie przed rzeczownikami używano zaimków 𝘱𝘢 (𝘱ꜣ), 𝘵𝘢 (𝘵ꜣ), 𝘯𝘢 (𝘯ꜣ), pierwotnie oznaczających „ten”, „ta”, „ci, te”. Zaczęły one stopniowo pełnić rolę rodzajników określonych. Z kolei liczebnik 𝘶𝘢 (𝘸ꜥ), „jeden”, zaczął być używany jako rodzajnik nieokreślony. W czasach Nowego Państwa (ok. 1550–1070 p.n.e.) proces ten dobiegł końca i rodzajniki stały się częścią języka powszechną również w piśmie, zaś język średnioegipski zyskał pozycję klasycznego języka literackiego.

Zanim to jednak nastąpiło, wzorcowym językiem literackim dla egipskich elit Średniego Państwa był język z czasów Starego Państwa.

Wapienna stela dostojnika Montu-usera, datowana na 17 rok panowania Senusereta I, tj. ok. 1945 p.n.e., sam środek okresu Średniego Państwa, wylicza zalety urzędnika, należy do gatunku biografii idealnej. Montu-user chlubi się uznaniem w oczach faraona, który podarował mu tę stelę. Oznajmia, że nadzorował tysiące ludzi, stada bydła, kóz, osłów, owiec. Jest bogaty, hojny i dba o los ludzi. „Nikt nie spał głodny w moim okręgu”, pisze. Ojciec sierot, żywiciel wdów, opiekuje się chorymi, grzebie zmarłych, rozdaje dobra potrzebującym. Nikogo nie oczernia, nie daje posłuchu oszczerstwom, pełni sprawiedliwość, nie bierze łapówek. A wśród tych wszystkich zalet — jedna nieoczekiwana. W dziesiątej kolumnie tekstu, licząc od prawej, widnieje:

Jestem tym, który przemawia wobec dostojników, wolnym od mówienia 𝘱𝘢-ów.
Stela Montu-usera
Stela Montu-usera, ok. 1945 p.n.e; MMA 12.184, Metropolitan Museum of Art