sobota, 14 marca 2026

Jak cię piszą, tak cię widzą

Na terenach obecnego południowo-zachodniego Iranu kwitła w starożytności cywilizacja Elamu. Rozwinęła się nieco później niż sąsiadująca z nią cywilizacja sumeryjska: około roku 3200 p.n.e. Kilkaset lat później Elamici utworzyli potężne państwo, które upadło dopiero w VII wieku p.n.e., podbite przez Asyryjczyków, których zdobycze przejęli potem Medowie i Persowie. Chociaż dzieje Elamu są dłuższe niż historia Polski, zniknął, zanim mogli o nim usłyszeć pierwsi greccy dziejopisarze, toteż od antyku przez setki lat, aż do przełomu XIX i XX wieku, nie wiedziano o jego istnieniu.

Państwo Elamu od najdawniejszych czasów handlowało, rywalizowało i walczyło z sąsiadami znad Tygrysu i Eufratu. Najazdy władców Sumeru, Akadu, Babilonii, Asyrii, dążących do podporządkowania sobie Elamu, przeplatają się z wyprawami władców Elamu na zachód i próbami podbicia tych krajów. Jednym z najznamienitszych był Szutruk-Nahhunte, król-zdobywca, znany z wielu inskrypcji i wzmianek na tabliczkach babilońskich. W roku 1159 p.n.e. zaatakował Babilonię i zajął ważne, prastare miasta: Sippar, Esznunnę i Kisz. Następnie zdobył Babilon i po ucieczce babilońskiego króla podporządkował sobie cały kraj, nakładając daninę na podbite miasta i wioski. Powstało Imperium Elamu.

Z wielkiej świątyni w Babilonie Szutruk-Nahhunte wywiózł do Suzy posąg boga Marduka. Z kolei ze świątyni w Uruk zabrał posąg bogini Nany. Posąg Marduka zostanie kilkadziesiąt lat później odzyskany przez Nabuchodonozora; posąg Nany uwolni dopiero armia asyryjska pięćset lat później. Wywożenie posągów bogów miało wówczas również znaczenie praktyczne: podbitą ludność pozbawiano w ten sposób ochrony lokalnego bóstwa, uprowadzonego do kraju zdobywców.

W stołecznej Suzie Szutruk-Nahhunte wzniósł wiele budowli, między innymi pałacową świątynię poświęconą Inszuszinakowi, głównemu bogowi kraju. Świątynia i miasto wypełniły się dziełami sztuki zwiezionymi z podbitych miast Mezopotamii. To właśnie wyróżnia Szutruka-Nahhunte wśród innych władców. Bydło, jeńcy, zdobione sprzęty, klejnoty, biżuteria to zwyczajne zdobycze wojenne. Szutruk-Nahhunte był pierwszym królem Elamu, który zbierał dzieła kultury z podbitych krajów. Kolekcjonował je z pełną świadomością ich historycznego znaczenia.

Stela z Kodeksem Hammurabiego
Stela z Kodeksem Hammurabiego, ok. 1750 p.n.e., Muzeum w Luwrze.
Jedna ze zdobyczy Szutruka-Nahhunte wywiezionych do Suzy.

Najsłynniejszym dziś zabytkiem wywiezionym przez Szutruka-Nahhunte do Suzy jest odkryta w roku 1901 przez francuską ekspedycję archeologiczną, mierząca ponad dwa metry wysokości, czarna diorytowa stela z kodeksem praw Hammurabiego. Odkrycie wzbudziło sensację, spisany pismem klinowym tekst natychmiast opublikowano i szybko przetłumaczono na najważniejsze języki europejskie. Kodeks Hammurabiego obalał zakorzenione przez wieki przekonanie, że najstarszym spisanym systemem praw, regulujących różne dziedziny życia, są prawa objawione Mojżeszowi przez Boga na górze Synaj i spisane w biblijnych księgach Pięcioksięgu. Tymczasem Mojżesz miał żyć w XIII wieku p.n.e., podczas gdy prawa Hammurabiego pochodzą z XVIII wieku p.n.e., są o pół tysiąca lat starsze. Później odkryto jeszcze starsze kodeksy praw, ogłoszone przez mezopotamskich królów Lipit-Isztara (ok. 1930 p.n.e.) oraz Ur-Nammu (ok. 2100 p.n.e.).

Stela Naram-Sina
Stela Naram-Sina, ok. 2250 p.n.e., Muzeum w Luwrze.
Fot. Steven Zucker.

Najciekawszy jednak jest inny obiekt: dwumetrowa, wykonana z różowego wapienia stela upamiętniająca zwycięską wyprawę wojenną Naram-Sina, władcy żyjącego ponad tysiąc lat przed Szutrukiem-Nahhunte. Naram-Sin był wnukiem samego Sargona Wielkiego, założyciela dynastii akadyjskiej, twórcy pierwszego w dziejach imperium, obejmującego całą Mezopotamię aż po Morze Śródziemne, państwa, które podbiło również Elam. Szutruk-Nahhunte zdobył pomnik chwały wyrzeźbiony przez wrogów i zdobywców Elamu, ale też znak potęgi starożytnego imperium. Nie zniszczył ani zabytku, ani oryginalnego tekstu widniejącego na steli, lecz nakazał umieszczenie obok własnego napisu.

„Jam jest Szutruk-Nahhunte, syn Hallutusza-Inszuszinaka, umiłowany sługa boga Inszuszinaka, król Anszanu i Suzy, poszerzający swoje królestwo, obrońca Elamu, pan Elamu. Na rozkaz Inszuszinaka powaliłem Sippar. Pochwyciłem stelę Naram-Sina, zdobyłem i zabrałem, wracając do Elamu. I ustawiłem ją jako dar dla mego boga, Inszuszinaka”.
Górna część steli Naram-Sina
Górna część steli Naram-Sina.
Po lewej: widniejąca ponad głową władcy, częściowo wytarta inskrypcja (obramowana prostokątnym kształtem) sławi zwycięstwo Naram-Sina nad ludem Lulubejów z gór Zagros. Po prawej: inskrypcja upamiętniająca zdobycie Sippar przez Szutruka-Nahhunte i wywiezienie steli do Suzy.
Fot. Steven Zucker.

Stela przedstawia Naram-Sina w nakryciu głowy z rogami — w sztuce mezopotamskiej tradycyjnie przysługującym bóstwom — kroczącego na czele niepowstrzymanej, zwycięskiej armii. Poprzedzane chorążymi oddziały wspinają się w równym szyku po zalesionym zboczu górskim. W lewej Naram-Sin ręce trzyma łuk, w prawej topór bojowy. Nogą przygniata pierś pokonanego wroga, inni w chaosie padają martwi lub błagają o litość. Nad królem unoszą się dwie gwiazdy, symbole obecności patronujących mu bóstw: być może słonecznego boga sprawiedliwości i prawa Szamasza oraz Isztar, bogini wojny i miłości. Inskrypcja nad głową władcy zachowała się tylko fragmentarycznie: „Naram-Sin, potężny […] Sidur i Satuni, książęta Lulubejów, zebrali się […] wojnę”. Całość tworzy wrażenie odniesionego z woli bogów triumfu ładu i porządku cywilizacji nad barbarzyństwem.

Nic dziwnego, że przez dziesięciolecia panował w nauce wizerunek Lulubejów jako „dzikiego ludu” z gór Zagros, dokonującego łupieżczych wypraw na ziemie imperium akadyjskiego. Aż do roku 2019. Francuska ekspedycja archeologiczna ogłosiła odkrycie w górzystym terenie w pobliżu granicy irańsko-irackiej ruin starożytnego miasta z około 2200 roku p.n.e. Znaleziono w nim liczne narzędzia, zdobioną ceramikę, groty strzał z anatolijskiego obsydianu, formy do odlewania broni z brązu, szczątki zwierząt hodowlanych oraz… dziesiątki zapisanych pismem klinowym tabliczek administracyjnych, dotyczących odbioru i wydawania różnych rodzajów mąki. Język tabliczek to akadyjski, ale pojawiają się w nich nazwy miejsc i imiona z innego, nieznanego języka, zaś jednostka miary objętości jest lokalna, niewystępująca w Mezopotamii.

A co do triumfalnej steli zwycięstwa Naram-Sina nad Lulubejami: już od XIX wieku uczeni z Europy znają skalny relief z obecnej irańskiej części Kurdystanu. Przedstawia Anubaniniego, władcę plemiennego królestwa Lulubejów, panującego około roku 2300 p.n.e. Płaskorzeźbie towarzyszy inskrypcja w języku akadyjskim: „Anubanini, potężny król, król Lulubum, umieścił na górze Batir swój wizerunek i wizerunek bogini Ninni (=Inana-Isztar). Kto zniszczyłby te wizerunki i ten napis, niechaj go Anu, Antu, Enlil, Ninlil, Adad, Isztar, Sin i Szamasz przeklną śmiertelną klątwą!” Nad głową króla widnieje gwiazda, a przed nim stoi bogini Isztar sprowadzająca mu dwóch klęczących, skrępowanych jeńców. W lewej ręce król Anubanini trzyma łuk, w prawej topór bojowy. Nogą przygniata pierś pokonanego wroga.

środa, 11 marca 2026

Zaproszenie

W świecie antyku listów przeważnie nie pisano osobiście, ale dyktowano je osobom mającym doświadczenie w sprawnym pisaniu: sekretarzom lub lokalnym skrybom, zawodowo świadczącym usługi sporządzania i kopiowania różnego rodzaju pism. W przypadku korespondencji prywatnej, jeśli nadawca chciał podkreślić swoje zaangażowanie, grzecznie było dopisać na końcu kilka słów własną ręką. O takiej sytuacji czytamy np. pod koniec nowotestamentowego Drugiego Listu do Tesaloniczan: „Pozdrowienie ręką moją — Pawła” (BT). Odbiorcy rozpoznawali takie osobiste dopiski niekoniecznie po charakterze pisma, ale po niewprawnie stawianych literach, łatwo odróżnialnych od czytelnego, równego pisma skryby, który zapisał list. W przypadku tekstów nowotestamentowych o dyktowaniu korespondencji dowiadujemy się wyłącznie z jej treści, ale do naszych czasów zachowały się oryginały innych listów antycznych, pokazujące ten zwyczaj.

Należy do nich list zawierający najstarszy, lub w każdym razie jeden z najstarszych, łacińskich zapisów wykonanych kobiecą ręką.

Za panowania cesarza Klaudiusza Rzymianie podbili Brytanię i dla utrzymania kontroli nad wyspą zbudowali szereg fortów. Jednym z nich była Vindolanda, warowny obóz wojskowy w obecnej północno-wschodniej Anglii, w hrabstwie Northumberland. Wzniesiony pod koniec I wieku n.e., służył Rzymianom jako placówka wojskowa do czasu opuszczenia Brytanii przez ostatnie oddziały rzymskie na początku V wieku.

Od lat 70. XX wieku podczas kolejnych sezonów wykopaliskowych w Vindolandzie odkryto łącznie setki prywatnych listów rzymskich. Większość z nich napisano atramentem na cienkich drewnianych tabliczkach, część — na tabliczkach pokrytych woskiem. Wśród nich datowany na ok. 100 rok n.e. list Klaudii Sewery, żony Eliusza Brokchusa, dowódcy pomocniczego fortu w pobliżu Vindolandy. Adresatką była Sulpicja Lepidina, żona Flawiusza Cerialisa, prefekta IX kohorty Batawów, stacjonującej w Vindolandzie.

Po jednej stronie tabliczki widnieje sporządzona przez sekretarza informacja o nadawcy i odbiorcy: „Sulpiciae Lepedinae Cerialis a S[e]vera” (Sulpicji Lepidinie Cerialisa od Sewery). Po drugiej znajduje się spisany przez niego tekst listu:

„Klaudia Sewera do swojej Lepidiny, pozdrowienia. Na trzeci dzień przed Idami wrześniowymi (tj. 11 września), siostro, na uroczysty dzień moich urodzin, serdecznie Cię zapraszam, abyś do nas zawitała i uprzyjemniła mi ten dzień swoją obecnością, jeśli przybędziesz. Przekaż moje pozdrowienia swojemu Cerialisowi. Mój Eliusz i nasz synek przesyłają pozdrowienia”.

Pod tym dopisek mniej eleganckim pismem:

„Będę Cię oczekiwać, siostro. Bądź zdrowa, siostro, duszo moja, obym zdrowa była, najdroższa, pozdrawiam”.

Vale, soror, anima mea!

Tabliczka z Vindolandy z listem Klaudii Sewery
Tabliczka z Vindolandy (nr 291) z listem Klaudii Sewery, ok. 20×10 cm, 97–103 n.e.;
British Museum, obiekt 1986,1001.64

środa, 4 marca 2026

Liczenie to trudna sprawa

Kiedy przyjrzymy się bliżej językom używanym w mniej rozwiniętych społeczeństwach, zauważymy, że liczenie różnych rzeczy nie jest rzeczą prostą. Powszechne i podstawowe są określenia na pojedynczy przedmiot i na naturalną parę (oczy, ręce). Pierwszy system to jeden-dwa-wiele.

Niektóre języki nie mają nawet tyle. Spośród zbadanych języków kilkanaście z Ameryki Południowej oraz kilka z Nowej Gwinei w ogóle nie ma liczebników, to znaczy słów lub wyrażeń, których stałym znaczeniem jest konkretna liczba. W tych językach istnieje osobne słowo na 1, bywają też słowa na naturalną parę konkretnego rodzaju rzeczy, ale do określania ilości używa się terminów „jeden”, „kilka”, „wiele”.

Pozostałością podobnego pierwotnego systemu jest językowa liczba podwójna, różna od liczby mnogiej. W polszczyźnie niektóre rzeczowniki do dziś zachowały formę liczby podwójnej dla naturalnej pary:

  • rękoma — para rąk (liczba podwójna)
  • rękami — dwie lub więcej rąk (liczba mnoga)
  • oczyma — para oczu (liczba podwójna)
  • oczami — dwoje lub więcej oczu (liczba mnoga)
  • uszyma — para uszu (liczba podwójna)
  • uszami — dwoje lub więcej uszu (liczba mnoga)

Liczba podwójna rzeczownika „słowo” przetrwała bez zmian w przysłowiu „Mądrej głowie dość dwie słowie”. Podobnie „dwie-ście” to pierwotnie liczba podwójna.

Kiedy mamy jeden i parę, trzy rzeczy dają się ująć myślowo i wyrazić jako para i jeden, cztery jako para par. Badania języków Nowej Gwinei, Afryki, Ameryki Południowej, Australii pokazały, że rzeczywiście liczebniki określające liczby większe niż dwa tworzy się przez złożenia. Na przykład w języku Arunta, aborygenów australijskich:

  • 1 = ninta
  • 2 = tara
  • 3 = tara-ma-ninta
  • 4 = tara-ma-tara

Operowanie większymi liczbami to już kolejny etap, na który trudniej przejść. Praktycznie wszystkie społeczności, które nie mają osobnych nazw na liczby większe od 2, posługują się systemem: „1, 2, 2-i-1, 2-i-2, wiele”. Nadal nie jest to liczenie, a jedynie posługiwanie się pojęciami „pojedynczości” i „podwójności”. Nie wystarczy dla wyrażenia takiej liczby jak 5. Do tego potrzeba użyć schematu 2+2+1 (co wymaga umiejętności dodawania, która nie we wszystkich kulturach się wykształciła). Albo ująć 5 jako parę 2-i-3, ale trzy już jest złożeniem. Koncepcja zliczania, systematycznego powiększania wielkości, pojęcie liczby, nie przychodzi łatwo.

Na początku XX wieku jeden z podróżników tak opisywał kłopoty, jakie mają z liczbami ludzie z plemienia Damara, z Namibii, w południowej Afryce:

Mniejsza z tym, jak zbudowany jest ich język — z pewnością nie posługują się oni żadną liczbą większą od trzech. Kiedy chcą wyrazić, że czegoś jest cztery, pomagają sobie palcami, które są dla nich równie skutecznym narzędziem rachowania jak suwak logarytmiczny dla angielskiego ucznia. Damarowie są w niezłym kłopocie, kiedy przekroczą pięć, ponieważ brakuje im wtedy wolnej ręki, żeby przytrzymywać i oddzielać palce oznaczające jedności. Nie zdarza się jednak, aby zgubili wołu. Stratę jakiejś sztuki zauważają nie dlatego, że zmniejszyła się liczebność stada, tylko dlatego, że brakuje zwierzęcia o znanym im wyglądzie. Gdy prowadzą handel wymienny, za każdą sztukę płaci się oddzielnie. Wyobraźmy sobie, że cena jednej owcy to dwie laski tytoniu. Otóż Damara będzie miał twardy orzech do zgryzienia, jeśli ktoś zabierze mu dwie owce i da za to cztery laski tytoniu. Gdy tak właśnie zrobiłem, zobaczyłem, że mężczyzna oddzielił dwie laski i połączył je wzrokiem z owcą, którą miał sprzedać. Uznawszy, że zapłacono mu uczciwie, i stwierdziwszy, ku swemu zdumieniu, że w ręku zostały mu dokładnie dwie laski na wyrównanie rachunku za drugą owcę, nie mógł uwolnić się od wątpliwości. Transakcja wydawała mu się podejrzana: załatwiona od ręki nie mogła być uczciwa. Wrócił więc do pierwszej pary lasek i wszystko mu się poplątało. Chodził od jednej owcy do drugiej i zgodził się dobić targu dopiero wtedy, kiedy najpierw dano mu do ręki dwie laski tytoniu i odprowadzono jedną owcę, potem zaś wręczono dwie pozostałe laski i zabrano drugą owcę.
[Francis Galton, „Memories of My Life”, 1908; tłum. cytatu: Katarzyna Lipszyc [w]: J.D. Barrow, „Π razy drzwi”, 1996]