środa, 14 października 2026

Tymczasowy król

W różnych kulturach siłę państwa wiązano z siłami witalnymi rządzącego nim króla. Jednym z najstarszych świąt starożytnego Egiptu, odprawianych do najmniej od czasów I dynastii, było jubileuszowe święto Sed, rytuał odnowienia władzy króla, potwierdzający jego fizyczną sprawność. Organizowano je po 30 latach rządów faraona, a następnie co trzy lub cztery lata. Na specjalnie przygotowanym dziedzińcu, z podwyższeniem i tronem pośrodku, faraon był ponownie koronowany, odbierał hołdy od wielmożów i przyjmował błogosławieństwa od kapłanów, a następnie, na drugim dziedzińcu, z rzędami kaplic po obu stronach, odziany tylko w krótki fartuszek ze zwisającym z tyłu ogonem byka, w koronie na głowie oraz królewskimi insygniami w rękach: zakrzywionym krótkim berłem i potrójnym biczem, wykonywał rytualny bieg.

Król Dżeser wykonujący rytualny bieg podczas święta Sed
Król Dżeser wykonujący rytualny bieg podczas święta Sed;
rysunek Yvonne Markovitz na podst. panelu reliefowego
 kompleksie piramidy schodkowej w Sakkarze.

Według przypuszczeń niektórych badaczy święto Sed ustanowiono w zastępstwie rytuału egzekucji króla, przeprowadzanego, kiedy nie mógł dłużej skutecznie sprawować władzy ze względu na wiek lub kondycję. James George Frazer w swojej klasycznej książce Złota Gałąź co prawda nie wzmiankuje o tym święcie, ale podaje różne inne przykłady z innych kultur, w których uśmiercano królów, gdy ich siły życiowe osłabły, jak również takich społeczności, w których nie ryzykowano i przyjęto stały, stosunkowo krótki okres sprawowania boskiej władzy, po którym króla zabijano, nawet gdy nie było żadnych widocznych objawów, by podupadał na zdrowiu. Ze zwyczaju tego Frazer wywodził istniejącą w rozmaitych kulturach instytucję „tymczasowego króla”, osoby wybieranej na krótko jako formalny król, symbolicznie sprawujący władzę, i uśmiercanej zamiast prawdziwego władcy, który następnie ponownie obejmował tron. W rozdziale „Zabijanie boskich królów”, powołując się na opis dorocznego święta Sakea, z dzieła zhellenizowanego babilońskiego kapłana i historyka Berossosa, pisał: „Gdy zbliżał się czas egzekucji króla (w Babilonie następowało to, jak się zdaje, po roku panowania), władca abdykował na kilka dni; w tym czasie rządy sprawował i na koniec ginął zamiast niego król tymczasowy. Początkowo osobą taką mógł być człowiek niewinny, być może nawet członek królewskiej rodziny, jednak wraz z rozwojem cywilizacji składanie w ofierze niewinnego budziłoby sprzeciw społeczny, w związku z czym krótkotrwałą i naznaczoną śmiercią władzę powierzano skazanemu przestępcy” (obszerny fragment o tym święcie babilońskim nie występuje w polskim wydaniu, opartym na autorskiej wersji skróconej i dodatkowo skróconym).

W literaturze pięknej motyw babilońskiego „jednodniowego króla” (u Berossosa było to pięć dni) pojawia się w powieści historycznej Miki Waltariego Egipcjanin Sinuhe. Kaptah, jednooki wierny sługa i przyjaciel głównego bohatera, nieświadomy sytuacji, staje się główną postacią niezwykłych wydarzeń. Zaskoczony honorowaniem swego towarzysza Sinuhe dowiaduje się od prawdziwego władcy, Burnaburiasza:

— Co roku w dniu fałszywego króla wybiera się na króla najgłupszego i najbardziej zwariowanego człowieka w Babilonie, któremu wolno rządzić od świtu do zachodu słońca. Ma on całą władzę królewską i sam król musi mu usługiwać. I jeszcze nigdy nie widziałem zabawniejszego króla niż Kaptah, którego ja sam wybrałem, bo jest tak ogromnie śmieszny. Nie wie sam, co go czeka, i to jest najkomiczniejsze z wszystkiego. — A co się z nim stanie? — spytałem. — O zachodzie słońca zostanie zabity tak niespodziewanie, jak rankiem został ukoronowany. (…) Nie przystoi bowiem, by człowiek, który przez jeden dzień rządził jako król, pozostał przy życiu.

Piszący po grecku Berossos żył jednak wiele pokoleń po śmierci ostatniego mezopotamskiego monarchy Babilonu, Nabonida, pokonanego i pojmanego w 539 p.n.e. przez perskiego króla Cyrusa Wielkiego. Cyrus przyłączył jego państwo do imperium perskiego, które z kolei zostało podbite przez Aleksandra Wielkiego. Jak się okazuje, w tekstach sumeryjskich, babilońskich ani asyryjskich nie znaleziono wzmianek o corocznym święcie z tymczasowym królem. Być może w swoim opisie Berossos nieświadomie połączył ze sobą dwa odrębne zwyczaje: doroczne święto z odwróceniem ról, przypominające rzymskie Saturnalia, oraz nieregularny rytuał obierania zastępczego króla.

cdn.


Mika Waltari, „Egipcjanin Sinuhe”, przeł. Zygmunt Łanowski.

sobota, 10 października 2026

Herezja Antypodów

Bonifacy skończył czytać opatrzony pieczęcią list, zmrużył oczy i uśmiechnął się złośliwie. Nareszcie! Wergiliusz zostanie upokorzony i z pewnością nikomu w głowie nie postanie, by powierzyć mu w przyszłości oficjalne rządy nad diecezją, którą faktycznie zarządzał, wyświęcić na biskupa. Może nawet utraci władzę nad opactwem salzburskim, albo i… Bonifacy uśmiechnął się szerzej. Poprzednia interwencja u papieża, kiedy opat Wergiliusz sprzeciwił się jego żądaniu — jego, arcybiskupa Germanii, papieskiego legata! — i odmówił dokonania powtórnych chrztów osób, które bawarski kapłan ochrzcił „w imię ojczyzny, córki i Ducha Świętego”, spaliła na panewce, ale teraz…!

Dyscyplina kościelna to jedno, lecz herezja… Tym razem Jego Świątobliwość Zachariasz poparł go całkowicie i obdarzył pełnym zaufaniem. Nakazywał, że jeśli sprawa błędnych poglądów opata się potwierdzi, Bonifacy ma zwołać synod, a jeżeli doprowadzony na przesłuchanie Wergiliusz nie wyprze się — jak to było? biskup zerknął do listu — „przewrotnej i grzesznej nauki, którą głosił przeciw Bogu i własnej duszy”, wówczas zgodnie z kanonami ma go pozbawić godności duchownej i wyrzucić z Kościoła.

Dobrze mieć swoich ludzi, którzy to i owo zasłyszą. Miałżeby istnieć inny świat i inni ludzie pod ziemią, którym przyświeca tam słońce i księżyc?! Cóż za bałamuctwa! Święty Augustyn, najznamienitszy z chrześcijańskich myślicieli, nie bez powodu pisał: „Baśniom o antypodach, tj. ludziach z przeciwnej strony ziemi (…) i że ci ludzie stąpają po ziemi, która jest pod naszymi nogami z tamtej strony — nie ma podstawy do wierzenia”. Bo przecież „choćby uważać świat za kulisty“ — choćby nawet! zatchnął się Bonifacy — „lub choćby się tego jakoś i dowiodło, nie wynika jeszcze z tego, żeby po tamtej stronie wśród wód bezmiaru był też ląd jaki, a choćby i był — niekoniecznie ludzie tam być mają. Bo w żaden sposób nie może się mylić to Pismo, które udowadnia prawdę opowiedzianych przez siebie dziejów, a udowadnia tym, iż spełniają się jego przepowiednie; zbyt zaś trudno jest pogodzić się z twierdzeniem, że ludzie jacyś z tej części ziemi, przebywszy niezmierzone przestrzenie oceanu, mogli, żeglując, dotrzeć tam, aby i tam rozszerzać rodzaj ludzki od Adama pochodzący”.


*

W przeciwieństwie do żyjącego na przełomie IV i V wieku, powątpiewającego Augustyna, który dopuszczał kulistość Ziemi tylko warunkowo, starożytni greccy myśliciele przyjmowali ją jako ustalony pewnik na długo przed powstaniem chrześcijaństwa. Na przełomie epoki klasycznej i okresu hellenistycznego, w czasach Aleksandra Wielkiego i Arystotelesa, przekonanie o kulistości Ziemi było już w zasadzie powszechne wśród filozofów i innych osób bliżej zajmujących się zagadnieniem jej kształtu. Uzasadniały je zarówno argumenty filozoficzne i różne przesłanki, jak i dowody, dostępne każdemu, kto podróżował w odległe strony i bacznie obserwował niebo lub korzystał z ksiąg, w których opisano takie obserwacje.

Zauważono też, że im dalej na północ, w stronę bieguna, tym klimat zimniejszy, a krainy coraz mniej nadają się do zamieszkania, aż poza wyspę Thule na odległej północy, za którą rozciąga się Cronium, zamarznięte morze. Z drugiej strony, im dalej na południe, w stronę równika, tym goręcej; nie bez powodu Etiopowie, czarnoskórzy ludzie mieszkający na południe od Egiptu, otrzymali swe miano, oznaczające „spalone twarze”. Ziemia i morze w okolicach podbiegunowych są więc zamarznięte, a w okolicach równikowych, jak sobie wyobrażano, przeciwnie, ziemia jest spalona od słońca i całkowicie martwa, a morze wrze od gorąca. A skoro Ziemia jest kulą, rozumowano, a znane, nadające się do zamieszkania i zamieszkałe krainy znajdują się na jej północnej półkuli w umiarkowanym, sprzyjającym ludziom klimacie, to co może znajdować się po przeciwnej, niedostępnej stronie globu?

Kulistość sama nasuwa myśl o symetrii, więc spekulowano, że okolice bieguna południowego są również zimne, zamarznięte, a pomiędzy nimi a nienadającą się do życia strefą równikową rozciąga się symetrycznie druga, południowa strefa umiarkowana. W niej zapewne jakiś ląd lub lądy, bo dlaczegóż miałyby istnieć tylko na północnej półkuli. A skoro tamtejsze warunki są takie jak tutejsze, to i z całą resztą musi być podobnie: rosną tam drzewa i inne rośliny, żyją zwierzęta i ludzie. Mimo że nigdy do nich nie dotrzemy ani oni do nas, bo wrzące okolice równika stanowią barierę nie do przebycia, Antypodzi, czyli Przeciwstopcy, istnieją — to logiczny wniosek z kulistości Ziemi.

Tej powstałej w późnej starożytności koncepcji Antypodów, ludzi żyjących po przeciwnej stronie kuli ziemskiej, Kościół nie mógł zaakceptować: rodziła kłopotliwe kwestie, których wyjaśnienia musiałby być sprzeczne z Biblią. Cała ludzkość pochodziła przecież od pierwszych prarodziców, Adama i Ewy, i cała była skażona grzechem pierworodnym wskutek grzechu nieposłuszeństwa Adama i Ewy, grzechem, który następnie został odkupiony przez Chrystusa dla całej ludzkości. A Antypodzi? Skąd się wzięli? Gdyby istnieli, nie mogliby pochodzić od Adama i Ewy, bo przecież nie mogli z naszej części świata dotrzeć do swych krain, nie mogli przedostać się przez zabójczą strefę równikową ani w jedną, ani w drugą stronę. Nie pochodząc od Adama i Ewy, nie mogliby dziedziczyć grzechu pierworodnego. Przez kogo zostali stworzeni? czy ich pierwsi prarodzice także zgrzeszyli?


*

Koncepcję wrzącej strefy równikowej obaliły podróże morskie w czasach wielkich odkryć geograficznych. W roku 1471 portugalscy żeglarze João de Santarém i Pedro Escobar, płynąc wzdłuż zachodniego wybrzeża Afryki, jako pierwsi Europejczycy w historii przekroczyli równik.

Nie wiemy, czy Bonifacy zwołał synod w celu osądzenia Wergiliusza, nie zachowały się żadne dokumenty, które by na to wskazywały. Wergiliusz w jakiś sposób oczyścił się z zarzutu herezji, nadal cieszył się poparciem bawarskiego księcia Odylona i wciąż niełatwo byłoby zdjąć go z urzędu opata pod błahym pretekstem. Doczekał śmierci Bonifacego i rok później został wyświęcony na biskupa Salzburga.

Bonifacy, Wergiliusz i Zachariasz zostali świętymi Kościoła katolickiego.

Antypodowie
Kosmas Indikopleustes, „Chrześcijańska topografia wszechświata” (VI w.),
ilustracja w zamierzeniu wyśmiewająca absurd kulistej Ziemi i Antypodów.

Listy papieża Zachariasza do Bonifacego z 1 lipca 746 i 1 maja 748, dostępne w „Briefe des Bonifatius. Willibalds Leben des Bonifatius” 1968.
Augustyn z Hippony, „Państwo Boże” XVI 9, przeł. ks. Władysław Kubicki.

środa, 30 września 2026

Orientuj się

Czasownika „orientować się” na co dzień używamy na ogół w znaczeniu: mieć jakąś wiedzę na dany temat, rozeznanie, wiedzieć o nim dostatecznie. Podobnie np. „zorientować się” to zdać sobie sprawę z sytuacji. Jak często bywa w języku, nie jest to znacznie pierwotne, ale przenośne, wtórne. Bliższy najdawniejszemu sens odnosi się do orientacji w terenie, czyli umiejętności określenia własnego położenia w stosunku do jakichś charakterystycznych obiektów lub względem stron świata. Orientowanie mapy to nadawanie kartce z mapą takiego położenia, żeby kierunki na niej pokrywały się z odpowiednimi rzeczywistymi kierunkami w otoczeniu.

W języku polskim, inaczej niż np. w angielskim, główne kierunki geograficzne noszą takie same nazwy jak zjawiska i pory doby związane z ruchem słońca na niebie. Południe to dosłownie czas połowy dnia, czas, gdy słońce w swojej dziennej wędrówce pomiędzy wschodem i zachodem osiąga najwyższy punkt na niebie; południem nazywamy także kierunek wyznaczany wówczas przez słońce. Rzymianie południe słoneczne nazywali dosłownie środkiem dnia, medidies (medius+dies), co przeszło potem w powszechniejszą formę meridies; i tak samo nazywali kierunek południowy. Wschód to ukazanie się słońca nad horyzontem; wschodem nazywamy także tę stronę świata, po której wschodzi słońce. Tak samo w łacinie wyraz oriens, w dopełniaczu orientis, oznaczał poranne ukazanie się słońca, ale też wschód jako kierunek.

W pochodnej formie „orient” jako strona świata trafił do różnych języków europejskich. Orient, czyli Wschód, krainy położone na wschód od Morza Śródziemnego, od dawna miał duże znaczenie dla Europejczyków. „Ex oriente lux”, ze wschodu (przychodzi) światło, mawiano, mając na myśli nie tylko poranne ukazywanie się słońca, ale wyrażając przekonanie, że cywilizacja, kultura, wiedza, głęboka mądrość i duchowość powstały w krainach Wschodu i stamtąd dotarły na Zachód. W europejskim chrześcijaństwie kierunek wschodni wskazywał Jerozolimę, święte miasto, miejsce najważniejszych wydarzeń biblijnych. Na średniowiecznych schematycznych mapach świata Azję (wschód), gdzie miał znajdować się rajski ogród Edenu, umieszczano u góry, a Jerozolimę w centrum.

Podobnie jak w synagodze najważniejsze miejsce — ozdobna szafa, w której przechowywane są zwoje Tory — znajduje się zawsze na wschodniej ścianie budynku, zwróconej w stronę Jerozolimy, tak również w chrześcijaństwie od czasów antycznych wierni na ogół modlili się zwróceni ku wschodowi. W średniowiecznej Europie powszechnie stosowano się do zwyczaju, że główna oś kościoła powinna mieć kierunek wschód-zachód, z wejściem na zachodzie i głównym ołtarzem na wschodzie. Od XI wieku stało się to normą, od której odstępowano tylko w wyjątkowych przypadkach. Orientować, francuskie orienter, czyli zwracać ku wschodowi, z biegiem czasu nabrało poszerzonego znaczenia i zaczęło oznaczać ustawiać lub zwracać w określonym kierunku, niekoniecznie wschodnim, ukierunkowywać. Bezpośrednio lub pośrednio orientowanie i orientacja trafiły do różnych języków europejskich, również do polskiego.

Najstarsza wydrukowana mapa świata (1472)
Najstarsza wydrukowana mapa świata (1472):
pierwsze wydanie encyklopedii „Etymologiae” Izydora z Sewilli z VII w.