Po lewej ogrody osobne, gdzie owoce i ryżu dostatek, gdyż tam go najwięcej sieją, gdzie Nilus in ostiis [Nil ujściami] w morze wpada. Od zamku mila wielka do miasta, a ujachawszy jako ćwierć mile w prawo, nadjachaliśmy w rzece koni morskich cztery, barzo podobnych żubrom i postawą, i sierścią, i urodą, jedno że bez rogów. Chcą niektórzy, aby ty konie miały być odontotyranni, quasi dente saevientes, Graeci amphibia dicunt [odontotyrany, niby zębem srożące się, Grecy zwali je zwierzętami ziemnowodnymi]. Jednak ponieważ Cedrenus pisze, żeby takowej wielkości ta bestyja być miała, aby połknąć mogła całkiem elefanta, nie zda mi się podobna, albowiem tego, któregośmy najwiętszego widzieli i którego wielkości tamci sami ludzie się dziwowali, acz mógł wielkością przejść elefanta, którego i żywego przedtem trafiało się nam też widzieć, jednak żeby elefanta mógł całkiem poźrzeć, zgoła nie grzeczy. Szkody wielkie czynią w ryżu i przeto okopywają rowami ogrody, bo iż ty konie na nizkich nogach, na wysoką groblą albo okop wniść nie mogą. Człowieka, zastanieli w ogrodzie, a iż go dojdzie, zaje. Strzelaliśmy na nie, bośmy rucznic długich kilka mieli, ale nie wiedzieć, przestrzelonyli który, bo iż rzecz wielka i mocna, trzeba by mu dobrego postrzału.
Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła Peregrynacja do Ziemi Świętej (1582-1584).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz