sobota, 17 stycznia 2026

Mowa ludu

Najczęstszym wyrazem w języku angielskim jest rodzajnik określony 𝘵𝘩𝘦. W tłumaczeniach na polski zwykle się go pomija, bo w polszczyźnie jest zbędny; w rzadkich przypadkach tłumaczy się jako „ten”, „ta” lub „to”. Co ciekawe, dawno temu w ogóle nie istniał. Powstał w najstarszej fazie rozwojowej angielszczyzny, która pierwotnie nie miała rodzajników, pomiędzy przybyciem na wyspę Brytanię germańskich Anglów, Sasów i Jutów w V wieku a podbojem normańskim w XI wieku. Wywodzi się od nadużywania w codziennej mowie zaimków wskazujących 𝘴𝘦 („ten, tamten”), 𝘴𝘦̄𝘰 („ta, tamta”), þæ𝘵 („to, tamto”), które przy stopniowym zaniku rodzaju gramatycznego i odmiany przez przypadki połączyły się w jedną formę þ𝘦, późniejsze 𝘵𝘩𝘦.

Taki sam proces, choć na bazie innego języka źródłowego bez rodzajników, zaszedł w językach romańskich, powstałych z łaciny ludowej. Łacińskie zaimki 𝘪𝘭𝘭𝘦 („tamten, ów”) oraz 𝘪𝘭𝘭𝘢 („tamta, owa”) w mowie potocznej utraciły swoją pierwotną, wskazującą rolę i przekształciły się w rodzajniki określone: 𝘪𝘭 i 𝘭𝘢 we włoskim, 𝘦𝘭 i 𝘭𝘢 w hiszpańskim, 𝘭𝘦 i 𝘭𝘢 we francuskim i tak dalej.

Podobnie wyewoluował angielski rodzajnik nieokreślony 𝘢 (przed samogłoską: 𝘢𝘯), również nietłumaczony na polski, w razie potrzeby przekładany jako „jakiś, pewien”. Wywodzi się od staroangielskiego liczebnika 𝘢̄𝘯, oznaczającego „jeden”, którego zaczęto używać w znaczeniu „jakiś pojedynczy”.

W językach romańskich rodzajnik nieokreślony powstał w taki sam sposób. Łacińskie liczebniki 𝘶𝘯𝘶𝘴 („jeden”) oraz 𝘶𝘯𝘢 („jedna”) przekształciły się w rodzajniki: 𝘶𝘯 i 𝘶𝘯𝘢 we włoskim i hiszpańskim, 𝘶𝘯 i 𝘶𝘯𝘦 we francuskim.

Trudno dokładniej wskazać, kiedy zaszły te zmiany w tym czy innym języku, bo wiemy o nich tylko przez wnioskowanie z tekstów historycznych, a większość dokumentów pisanych tworzyły piśmienne elity. Urzędnicy, kanceliści, pisarze wykształcili się na cenionych, uznanych tekstach „klasycznych”, dokumentach prawnych, literaturze pięknej, kronikach, powstałych dawniej, w minionych czasach. Traktowali je jako wzorcowe również językowo, mieli więc tendencję do konserwatyzmu językowego i posługiwania się językiem literackim, różnym od mowy ludu.

Okazuje się, że zarówno ten sam sposób powstawania rodzajników w języku, jak i dystansowanie się elit od mowy „pospólstwa” napotykamy w historii znacznie wcześniej. Setki lat nawet przed powstaniem państwa rzymskiego, nawet przed tradycyjną datą założenia Rzymu.

W języku starożytnych Egipcjan w okresie Starego Państwa (do ok. 2180 p.n.e) nie było rodzajników, istniały natomiast zaimki wskazujące. Później, w czasach Pierwszego Okresu Przejściowego i Średniego Państwa, w mowie potocznej coraz częściej i w coraz szerszym zakresie przed rzeczownikami używano zaimków 𝘱𝘢 (𝘱ꜣ), 𝘵𝘢 (𝘵ꜣ), 𝘯𝘢 (𝘯ꜣ), pierwotnie oznaczających „ten”, „ta”, „ci, te”. Zaczęły one stopniowo pełnić rolę rodzajników określonych. Z kolei liczebnik 𝘶𝘢 (𝘸ꜥ), „jeden”, zaczął być używany jako rodzajnik nieokreślony. W czasach Nowego Państwa (ok. 1550–1070 p.n.e.) proces ten dobiegł końca i rodzajniki stały się częścią języka powszechną również w piśmie, zaś język średnioegipski zyskał pozycję klasycznego języka literackiego.

Zanim to jednak nastąpiło, wzorcowym językiem literackim dla egipskich elit Średniego Państwa był język z czasów Starego Państwa.

Wapienna stela dostojnika Montu-usera, datowana na 17 rok panowania Senusereta I, tj. ok. 1945 p.n.e., sam środek okresu Średniego Państwa, wylicza zalety urzędnika, należy do gatunku biografii idealnej. Montu-user chlubi się uznaniem w oczach faraona, który podarował mu tę stelę. Oznajmia, że nadzorował tysiące ludzi, stada bydła, kóz, osłów, owiec. Jest bogaty, hojny i dba o los ludzi. „Nikt nie spał głodny w moim okręgu”, pisze. Ojciec sierot, żywiciel wdów, opiekuje się chorymi, grzebie zmarłych, rozdaje dobra potrzebującym. Nikogo nie oczernia, nie daje posłuchu oszczerstwom, pełni sprawiedliwość, nie bierze łapówek. A wśród tych wszystkich zalet — jedna nieoczekiwana. W dziesiątej kolumnie tekstu, licząc od prawej, widnieje:

Jestem tym, który przemawia wobec dostojników, wolnym od mówienia 𝘱𝘢-ów.
Stela Montu-usera
Stela Montu-usera, ok. 1945 p.n.e; MMA 12.184, Metropolitan Museum of Art

sobota, 10 stycznia 2026

Statek Tezeusza

W roku 399 p.n.e. Ateńczycy skazali Sokratesa na śmierć za bezbożność i psucie młodzieży. Ostatnie dni życia spędził w więzieniu, oczekując na wykonanie wyroku śmierci, odroczone ze względów religijnych. Platon w swoim dialogu wyjaśnia przyczynę następująco:

To jest ten okręt, jak powiadają Ateńczycy, w którym swojego czasu Tezeusz tych czternaścioro wywiózł na Kretę, uratował ich i sam wyszedł cało. Więc Apollinowi ślub złożyli wtedy, jak mówią, że jeśli ci wrócą zdrowi, to co roku będą posyłali procesję na Delos. I taką pielgrzymkę zawsze, jeszcze i teraz, od tego czasu rok w rok bogu posyłają. Więc kiedy się pielgrzymka rozpocznie, to jest takie prawo u nich, że w tym czasie państwo musi być czyste, wolne od zmazy i z wyroku sądu nie wolno wtedy nikomu życia odbierać, zanim statek do Delos nie przybędzie i tutaj nazad (=z powrotem) nie wróci. A to nieraz wymaga długiego czasu, kiedy się trafią wiatry przeciwne podróży. Pielgrzymka zaczyna się z chwilą, kiedy kapłan Apollina uwieńczy ster okrętu. To właśnie odbyło się, jak mówię, w wilię (=przeddzień) wydania wyroku. I stąd ta długa pauza u Sokratesa w więzieniu, ta pomiędzy wyrokiem a śmiercią.
[Platon, „Fedon”; tłum. Władysław Witwicki]

Tezeusz był synem króla Aten Ajgeusa (Egeusza). Kiedy był młody, Ateńczycy co roku, według innych co dziewięć lat, posyłali haracz królowi Krety Minosowi: siedmiu młodzieńców i siedem dziewcząt na żer dla Minotaura, potwornego człowieka z głową byka, zamkniętego w Labiryncie. Tezeusz dobrowolnie dołączył do wysyłanej na Kretę młodzieży — zamierzał zabić Minotaura i uwolnić rodzinne miasto od haraczu. Wobec, wydawałoby się, nieuchronnego nieszczęścia statek wysłano z czarnym żaglem, ale Ajgeus dał im dodatkowo biały żagiel, który sternik miał podnieść, wracając, jeśli zamiar syna się powiedzie, na znak, że wszyscy wysłani wracają cali i zdrowi. Tezeusz zabił Minotaura, ale w drodze powrotnej z radości zapomniał, i on, i sternik, żeby zmienić żagiel na biały. Ajgeus, ujrzawszy na powracającym statku czarny żagiel, z rozpaczy rzucił się ze skały do morza i zginął. Odtąd morze to nazywa się Morzem Egejskim.

Według autorów starożytnych wojna trojańska rozpoczęła się na przełomie XIII i XII wieku p.n.e., około roku 1180 p.n.e. Tezeusz żył pokolenie wcześniej, zatem od jego wyprawy na Kretę do śmierci Sokratesa upłynęło 800 lat. A mimo to współcześni Sokratesowi Ateńczycy uważali, że wyprawiają z procesją na wyspę Delos 𝘵𝘦𝘯 𝘴𝘢𝘮 statek, którym płynął Tezeusz. W jaki sposób drewniany statek mógł przetrwać tak długo?

Plutarch podaje wyjaśnienie zagadki:

Ten trzydziestowiosłowy statek, na którym Tezeusz z młodymi zakładnikami wypłynął i szczęśliwie powrócił, Ateńczycy przechowywali aż do czasów Demetriosa z Faleronu (=ok. 300 p.n.e.). Naturalnie, wymieniali stare drewniane klepki i umieszczali nowe, mocne, a tak je przy tym zręcznie łączyli, że w dyskusjach filozofów (…) statek ów stał się konkretnym przykładem: jedni bowiem dowodzili, że to jest jeszcze ten sam, a drudzy — że już go w ogóle nie ma.
[Plutarch, „Żywoty równoległe. Tezeusz”, 23.1; tłum. Kazimierz Korus]

Statek Tezeusza stał się tradycyjnym przykładem dla filozofów rozpatrujących problem tożsamości obiektów, zaś współcześnie rozpatruje się też pokrewne mu zagadnienie tożsamości człowieka (np. Lem, „Dialogi” 1957; McMahan, „The Ethics of Killing” 2002). Skoro komórki naszego ciała są zastępowalne i faktycznie obumierają, a w ich miejsce powstają nowe, skoro wymienialne i faktycznie wymieniane na inne są atomy tworzące ciało, to co decyduje o tym, że dana osoba mimo to pozostaje wciąż tą samą osobą?

Do oryginalnego, starożytnego paradoksu tożsamości obiektu odnoszą się do dziś różne teksty kultury popularnej, między innymi:

To, milordzie, jest topór mojego rodu. Posiadamy go od prawie dziewięciuset lat. Oczywiście czasem potrzebował nowego ostrza. Czasami wymagał innego drzewca, innych deseni na metalu, odnowienia ornamentacji… Ale czy wciąż nie jest to ten sam dziewięćsetletni rodowy topór? A ponieważ z latami zmieniał się delikatnie, wie pan, wciąż jest to całkiem dobry topór. Całkiem dobry. Czy powie mi pan, że to też podróbka?
[Terry Pratchett, „Piąty elefant”; przeł. Piotr W. Cholewa]
Tezeusz i Ariadna na statku, mozaika rzymska
Tezeusz i Ariadna na statku, mozaika rzymska; Kunsthistorisches Museum Wiedeń

piątek, 2 stycznia 2026

Jedne wykopaliska, trzy kobiety

Sto lat temu British Museum i amerykańskie Muzeum Uniwersytetu Pensylwanii uzgodniły wspólne finansowanie łączonej ekspedycji archeologicznej do prac badawczych w południowej Mezopotamii, na wzgórzu kryjącym pozostałości starożytnego sumeryjskiego miasta Ur. Na kierownika przedsięwzięcia wyznaczono doświadczonego brytyjskiego archeologa Leonarda Woolleya. Prace trwały przez dwanaście sezonów, od roku 1922 do 1934, z czego ostatnie dwa poświęcono głównie na zabezpieczenie terenu wykopalisk. Przyniosły nie tylko wiele cennej wiedzy historycznej, ale też odkrycie skarbów sztuki sumeryjskiej, które trafiły na pierwsze strony gazet. W roku 1935 w uznaniu zasług Woolley otrzymał z rąk króla Jerzego tytuł szlachecki.

Początki nie były łatwe. Miejscowi robotnicy, zatrudnieni do kopania, nie mieli doświadczenia w tego rodzaju pracach ani nie rozumieli ich sensu i znaczenia. Sądzili, że chodzi o szukanie skarbów. Kiedy pogłębiono jeden z wykopów próbnych i znaleziono w nim gliniane i wapienne naczynia, drobne przedmioty z brązu i koraliki z kamieni półszlachetnych, Woolley nabrał podejrzeń, że zapewne były tam również koraliki ze złota. Gdy ogłosił, że wypłaci nagrodę za znalezienie takich przedmiotów, przewyższającą ich materialną wartość, koraliki się znalazły. Robotnicy odkupili je od złotników, którym je wcześniej sprzedali.

Woolley odłożył na później zbadanie „złotego wykopu”, jak nazywali go robotnicy. Odkopywano kolejne warstwy miasta, odkrywając mury miejskie, świątynie, siedziby władców i arcykapłanek, a także zwykłe domy mieszkalne.

W trzecim sezonie prac na terenie wykopalisk w Ur pojawili się goście. Pułkownik Joseph Tainsh był pracownikiem brytyjskiej administracji: dyrektorem Irackich Kolei Państwowych. Towarzyszyła mu żona oraz mieszkająca u nich Katharine Keeling, młoda wdowa po brytyjskim oficerze. Podczas wojny wstąpiła do Czerwonego Krzyża i pracowała jako pielęgniarka wojskowa w szpitalu polowym w Aleksandrii, później, pod koniec wojny, w obozie dla jeńców rosyjskich w Polsce. W roku 1924 wyjechała do Iraku z listem polecającym, by ponownie podjąć pracę jako pielęgniarka.

Po przybyciu do Bagdadu Katharine zatrzymała się u państwa Tainsh, a ci pewnego dnia zabrali ją na wykopaliska w Ur. Okazało się to zdarzeniem, które wiele zmieniło w jej życiu. Leonarda Woolleya zafascynował nie tylko jej urok osobisty, ale również jej zdolności jako rysowniczki, umiejętność wykonywania dokładnych rysunków obiektów wyłaniających się z wykopalisk. Zaprosił ją na dłuższy pobyt w kolejnym sezonie i zaproponował stanowisko wolontariuszki.

W sezonie 1925–1926 w pracach wykopaliskowych uczestniczyli: Leonard Woolley, kierownik zespołu, Max Mallowan, główny asystent Woolleya, świeżo po studiach w Oxfordzie, Algernon Whitburn, architekt odpowiedzialny za wykreślanie planów odkrytych budowli, oraz Leon Legrain, specjalista od pisma klinowego. Było jeszcze trzystu miejscowych robotników oraz nadzorujący ich pracę arabski brygadzista, Hammoudi ibn Ibrahim, współpracujący z Woolleyem od czasu wykopalisk w Karkemisz. Jego starszy syn Jahia pomagał jako młodszy brygadzista i wykonywał dokumentację fotograficzną. Sami mężczyźni.

Za oficjalny początek stałej pracy pani Keeling na terenie wykopalisk w Ur można uznać wiosnę 1926 roku, kiedy Mallowan postarał się o rozbudowanie siedziby ekspedycji o nowe pomieszczenie: przeznaczoną specjalnie dla Katharine łazienkę. Jeszcze w tym samym sezonie Woolley podjął decyzję o zatrudnieniu rysowniczki i wypłacaniu jej pensji. Jako kierownik składał sponsorom regularne sprawozdania, więc wkrótce dowiedzieli się o sprawie i wyrazili swoje oburzenie. Dyrektor Muzeum Uniwersytetu Pensylwanii uznał wspólne zamieszkiwanie i stałą obecność młodej samotnej kobiety w gronie samotnych, nieżonatych mężczyzn za sytuację niestosowną i nieakceptowalną, utrzymując, że będzie co najmniej rozpraszać ich w pracy. Daremnie Woolley przekonywał, że przeciwnie, obecność damy ma pozytywny wpływ na zachowanie kolegów w obozie. Groziło odcięcie finansowania.

Pozostało tylko jedno wyjście. W kwietniu 1927 roku Leonard Woolley i Katharine Keeling wzięli ślub. Problem został rozwiązany.

Robotnicy nabrali doświadczenia i Woolley przystąpił do dokładniejszego zbadania otoczenia obiecującego „złotego wykopu”. Natrafił na duże cmentarzysko miejskie z wczesnej epoki brązu, funkcjonujące przez trzysta lat, począwszy od ok. 2600 p.n.e. Większość z ponad 2000 pochówków stanowiły zwyczajne, proste groby pojedynczych osób, których ciała przed przysypaniem ziemią owinięto trzcinowymi matami lub złożono w niezachowanych drewnianych trumnach, z niewielką ilością towarzyszących przedmiotów codziennego użytku. Uwagę przyciągało kilkanaście odmiennych grobów, wyróżniających się konstrukcją z kamienia i cegły, obecnością licznych cennych darów grobowych oraz występowaniem dodatkowych jam lub komór grobowych z osobami towarzyszącymi głównemu zmarłemu. Woolley uznał te imponujące pochówki za groby królewskie; nazwy tej używa się do dziś.

4 stycznia 1928 roku wysłał telegram do sponsorów. Chcąc zapobiec przedwczesnemu ujawnieniu sensacyjnego odkrycia przez postronne osoby, przepisujące tekst wiadomości, napisał go po łacinie:

TUMULUM SAXIS EXSTRUCTUM LATERICIA ARCATUM INTEGRUM INVENI REGINAE SHUBAD…

Znalazłem nienaruszony grobowiec, zbudowany z kamienia, przykryty sklepieniem z cegieł, królowej Szubad, w sukni zdobionej cennymi kamieniami, z kwietną koroną, figurami zwierząt. Grobowiec wspaniały, z klejnotami i złotymi pucharami. Woolley.

Sumeryjskim imieniem „Szubad”, jak je odczytał Woolley, nazywano Damę z Ur przez wiele lat po odkryciu jej grobowca, między innymi np. w polskim wydaniu książki Cerama „Bogowie, groby i uczeni” z 1958, w „Zapomnianym świecie Sumerów” Marcina Bielickiego z 1966, w młodzieżowej powieści Ewy Nowackiej „Szubad żąda ofiary” z 1969. Obecnie odczytuje się je jako akadyjskie, w brzmieniu: Puabi, Pu-abi.

Katharine Woolley wykonała rysunki grobu królowej i rozmieszczenia w nim przedmiotów i szkieletów, sporządziła też pierwszą rekonstrukcję jej głowy w przybraniu: z wielkimi, półksiężycowymi kolczykami ze złota, zwisającymi z uszu, i ze złotą przepaską oplatającą perukę, zwieńczoną złotymi kółkami, listkami i kwiatami na szczycie, zdobioną koralikami z niebieskiego lapis-lazuli i czerwonego karneolu. Katharine opracowała również dokumentację rysunkową pozostałych grobów królewskich.

Z olśniewającym odkryciem mogło rywalizować tylko znalezienie grobowca Tutenchamona przez Cartera kilka lat wcześniej. Zdjęcia znalezionych w grobach wspaniałych skarbów sztuki sumeryjskiej trafiły na pierwsze strony gazet, a na wykopaliskach w Ur pojawiła się kolejna kobieta.

W październiku, po kilkunastu latach pożycia, ostatecznie rozwiodła się z mężem, który dwa lata wcześniej wyznał jej, że kocha inną, młodszą, i domagał się zerwania małżeństwa. Po rozstaniu zamierzała ochłonąć w ciepłym klimacie Karaibów, kiedy dwa dni przed planowanym terminem wyjazdu znajomi podsunęli jej inny kierunek. Kupiła bilet na Orient Express i w listopadzie ruszyła w podróż pociągiem do Stambułu. Po krótkim odpoczynku udała się do Bagdadu, skąd przyjechała na teren wykopalisk.

Katharine przywitała ją z radością, lubiła jej książki. Przybyłą kobietą była Agatha Christie, autorka poczytnych powieści kryminalnych. Główny asystent i zastępca kierownika ekspedycji, Max Mallowan, odbywał akurat rekonwalescencję w Londynie po problemach z wyrostkiem, więc panią Christie po wykopaliskach oprowadzał sam Leonard Woolley. Miał bujną wyobraźnię i potrafił barwnie opowiadać: pokazywał jej między innymi narożny dom, w którym jego zdaniem mieszkał biblijny Abraham, zanim jego ojciec Terach wraz z rodziną „wyruszył z Ur chaldejskiego, aby się udać do kraju Kanaan”. Obie panie polubiły się i zaprzyjaźniły. Katharine zaprosiła Agathę na kolejny sezon.

Pisarka powróciła na wykopaliska w Ur na początku 1930 roku. Poznała wówczas Maxa Mallowana, młodszego od niej o 13 lat. Jesienią tego samego roku wzięli ślub. Katharine Woolley była niechętna stałej obecności drugiej kobiety na wykopaliskach w Ur, więc Max opuścił ekspedycję i razem z Agathą przyjęli zaproszenie Thompsona do wzięcia udziału w pracach archeologicznych w Niniwie, w północnej Mezopotamii. Odtąd Agatha wielokrotnie towarzyszyła mężowi podczas wykopalisk na Bliskim Wschodzie. W dzień pomagała oczyszczać znalezione przedmioty, po południu pisała kolejne powieści, między innymi „Morderstwo w Orient Expressie” (1934) oraz „Morderstwo w Mezopotamii” (1936), w której postać żony głównego archeologa, Luizy Leidner, została wzorowana na Katharine Woolley.

Max i Agatha przeżyli wspólnie 45 lat, aż do śmierci Agathy w roku 1976.

Katharine Woolley na wykopaliskach w Ur
Katharine Woolley na wykopaliskach w Ur.