czwartek, 10 maja 2012

Draco marinus. Smok morzki

Draco marinus. Smok morski
Rycina z cytowanego dzieła
O ziolach y o moczy gich,
pokolorowana współcześnie.

Z Kxiąg rzecży przyrodzonych. Ieſt dziw okruthny morzki: iako y ziemny / nie ma ſkrzidł iako ziemny ma / długi ogon ma zakrzywiony / głowę ma iako iego ciało potrzebuie: mały / małe ma ſkrzele na grzbiecie za ſkrzydła / iest prędki, Barzo iest iadowity y zarażaiączy ſwoiem iadem / gdy ogonem / albo ſkrzelmi uderzy / tedy zarazi.

Uczynki iego.

Plin. w kxięgach .x., gdy go ułowi a wſadzi w ziemną iamę albo w doł / nathychmiaſt ſobie meath ucżyni noſem ſwogim.

Ten zaſię pisze w kxięgach. 28. Iż piołynem leczą iego iad: jedząc Piołyn, albo też warzącz: polewać ranę.

Cżynią też naprzeciw iego iadowi tey moczy z ocztu przyprawę ktorey woniaią / a nie szkodzi gim iadowitoſć morzkiego Smoku.

Auicenna w cżwarthych kxiegach pisze, Iż rana ſmoku morzkieo y inszych wężow iadowitych: może być ulecżon nieiako iad gich / ale iako rana od nich ucżyniona. Rana od ſmoku morzkiego / gdy będzie z ſiarką z ocztem pomazana / thedy ią lecży.

Sadło Cocodrillowo, też tho rozcżynione z ołowem ſkruszonem goii tę ranę.

Tenże Auicenna y Galienus Tegosz ſmoka mieſo gdy go rozetnie y prziłożi na ranę, tedy ſie goii.

Sok piołynowy gdy go puſci na ranę od ſmoka ucżynioną tedy z goii.

Gdy ſmok zagrizie / tedy czeny naſkrobać y naſypać na ranę, a będzie zdrow od boleſci y od iadu.


Stefan Falimirz, O ziolach y o moczy gich, o paleniu wodek z zioł, o oleykach przyprawianiu, o rzeczach zamorskich [...]. Kraków, Florian Vnglerius, 24 XII 1534.

środa, 11 kwietnia 2012

Bardzo wysoka góra

Po chrzcie nad Jordanem Jezus udał się na pustkowie, gdzie pościł przez czterdzieści dni i nocy. Wtedy pojawił się przed nim kusiciel, diabeł. Kusił go trzykrotnie, na koniec oferując mu władzę nad światem:

Znowu bierze Go diabeł na bardzo wysoką górę i pokazuje Mu wszystkie królestwa świata z całym ich przepychem, i mówi Mu: „To wszystko dam Tobie, jeżeli upadniesz na twarz i złożysz mi hołd”.
Mt 4:8-9 (BP)

W ewangelii według Marka (Mk 1:13) jest tylko krótka, ogólnikowa wzmianka o kuszeniu, ale tę samą historię opowiada autor ewangelii według Łukasza (Łk 4:1-13), choć podaje inną kolejność wydarzeń.

Jak wysoka mogła być góra, na którą diabeł zabrał Jezusa i gdzie się mogła znajdować? Zauważmy: widać z niej było wszystkie królestwa świata.

Kuszenie Jezusa. Bardzo bogate godzinki księcia de Berry
Kuszenie Jezusa. Bardzo bogate godzinki księcia de Berry, 1411-1416.

Przyjrzyjmy się całości. W przemyślanej konstrukcji literackiej ewangelista kreśli trzy kolejne sceny:

  • Najpierw diabeł kusi Jezusa po prostu na miejscu, na pustkowiu, pragnieniem bardzo przyziemnym: żeby zaspokoił wielotygodniowy głód. Mógłby pozbyć się głodu, gdyby przemienił kamienie w chleb.
  • Potem zabiera go do Jerozolimy, na wysoki mur świątyni. Tym razem pokusa jest silniejsza: nie zwyczajne zaspokojenie głodu, ale udowodnienie, że jest synem Bożym. Jeśli „rzuci się w dół” i nic mu się nie stanie, jeśli aniołowie go uratują, będzie to dowód, że rzeczywiście jest synem Bożym. Zwróćmy uwagę na przywołany tym samym obraz dużej wysokości, na jakiej stoją. Na spoglądanie z wysoka w dół. Świątynia była położona na jednym ze wzgórz, między którymi rozciągała się Jerozolima. Z muru świątyni nie tylko było widać położoną poniżej dolinę Cedronu, na wschodzie, ale i całe wielkie miasto.
  • Następnie „znowu bierze go diabeł na bardzo wysoką górę i pokazuje mu wszystkie królestwa świata”, obiecując, że odda mu władzę nad nimi, jeśli Jezus złoży mu pokłon. Stawka jest o wiele wyższa niż poprzednim razem, wręcz oszałamiająca. Władza nad całym światem! Dlatego miejsce tej propozycji jest na wielkiej wysokości, a widok wszystkich państw świata robi ogromne wrażenie.

Kolejne sceny rozgrywają się na coraz większych wysokościach, z których widać coraz więcej, ponieważ coraz większy rozmach scen odzwierciedla coraz większą stawkę. Całość tworzy spójną, logiczną konstrukcję, w której konieczne jest, aby wszystko było jednakowo realne.

Widok z Góry Kuszenia
Widok z Góry Kuszenia, wznoszącej się kilkaset metrów nad okolicą.
Foto: lmasudi, 2007.

Autor Ewangelii według Mateusza (będziemy dla wygody nazywać go po prostu Mateuszem) był przekonany, że z jakiejś wielkiej góry musi być widać cały świat, wszystkie królestwa. Ziemia jest jednak kulą. Kulistość Ziemi uniemożliwia dostrzeżenie, co znajduje się po drugiej stronie globu, nawet jeśli patrzeć nie tylko z „bardzo wysokiej góry”, ale nawet z setek tysięcy kilometrów od Ziemi, nawet z Księżyca. Mateusz nie miał pojęcia, że góry, z której widać cały świat, zwyczajnie nie ma i być nie może.

Filozofowie i uczeni starożytni już kilkaset lat przed powstaniem chrześcijaństwa byli przekonani o kulistości Ziemi, a Eratostenes w III wieku p.n.e. na podstawie doświadczenia oszacował rozmiary tej kuli. Jednak pierwsi chrześcijanie nie byli ludźmi wykształconymi, wręcz przeciwnie – wychwalano ignorancję wobec „ziemskiej” wiedzy. Mateusz tkwił w naiwnym przeświadczeniu, że Ziemia jest płaska. Dlatego właśnie kiedy obmyślał sobie scenę kuszenia, napisał, że z bardzo wielkiej góry diabeł pokazał Jezusowi wszystkie królestwa świata. Bo uważał, że taka góra może istnieć i pewnie gdzieś istnieje, może nawet stosunkowo blisko Palestyny. Albo nawet nie tylko jedna taka góra. A skoro tak, to diabeł mógł jej użyć do pokazania Jezusowi wszystkich królestw świata. A jeśli mógł, to pewnie tak właśnie by uczynił. A skoro by uczynił, to równie dobrze można opisać, że tak się stało.

Góra Kuszenia
Góra Kuszenia, 11 kilometrów od Jerycha.
Foto: Sek Keung Lo, 2007.

Większość apologetów twierdzi, że pokazanie wszystkich królestw świata było jedynie wizją przedstawioną Jezusowi przez diabła. Ale wówczas całkiem niepotrzebnie diabeł zabierał Jezusa na bardzo wysoką górę. Taką wizję mógł mu pokazać w dowolnym miejscu, po prostu na pustyni, gdzie Jezus pościł. Dlatego wielu uważa, że również zabranie na górę jest częścią wizji. Jednak tekst ewangelii nie upoważnia do takiej interpretacji. Mateusz niczym nie daje do zrozumienia, że scena z „bardzo wysoką górą” ani jakakolwiek inna scena z życia Jezusa nie zaszła naprawdę, nie jest detalicznym opisem obiektywnych faktów. Co według normalnych reguł komunikacyjnych oznacza, że autor relacjonuje odbiorcom faktyczne wydarzenie, z faktyczną górą, faktycznym pokazywaniem wszystkich królestw, faktycznym dialogiem itd. A nie jakąś czyjąś „wizję”.

Sprawa nie jest jednak taka oczywista. Nawet z najwyższej góry w Izraelu nie widać drugiej strony kuli ziemskiej, ale po drugiej stronie globu znajduje się… Ocean Spokojny. Dwie trzecie powierzchni Ziemi pokrywa woda, więc nie jest to specjalnie zaskakujące. Na antypodach Jerozolimy znajdziemy zaledwie kilka wysepek Polinezji, zasiedlonej dopiero setki lat po Jezusie. Czyżby w takim razie z jakiejś bardzo wysokiej góry można było rzeczywiście zobaczyć wszystkie królestwa starożytnego świata?

Ziemia z kosmicznej perspektywy. Izrael. Na antypodach - Polinezja.
Ziemia z kosmicznej perspektywy. Po lewej: Izrael w centrum.
Po drugiej stronie globu znajdują się nieliczne wysepki Polinezji.

Gdyby Ziemia była płaska, głównymi ograniczeniami w widoczności odległych terenów byłyby zasłaniające widok przeszkody terenowe: drzewa, budynki, inne góry i wzniesienia, oraz pochłanianie i rozpraszanie światła przez atmosferę, która nie jest idealnie przejrzysta. Krzywizna powierzchni Ziemi wynikająca z jej kulistego kształtu, powoduje, że nawet usunięcie tych przeszkód nie zapewni widoczności ani „całego świata”, ani nawet znaczącej jego części. Jak daleko można sięgnąć wzrokiem z bardzo wysokiej góry?

Kiedy w czasie Rewolucji Francuskiej wprowadzano uniwersalny dziesiętny system miar i wag, jako nową jednostkę długości, metr, przyjęto jedną dziesięciomilionową część odległości od równika do bieguna, mierzoną wzdłuż południka paryskiego. Według tej definicji, odległość między równikiem a biegunem wynosi 10.000 kilometrów. Wystarczy kojarzyć ten fakt, by móc w razie potrzeby łatwo obliczyć promień lub średnicę Ziemi.

Obwód kuli ziemskiej wynosi 4×10.000 = 40.000 kilometrów.

Przybliżoną wielkość promienia kuli ziemskiej R wyznaczymy ze wzoru na obwód koła:

2ΠR =410,000
R=40000:(2Π) 40000:(23,14) 6370 km 6400 km

Załóżmy, że oprócz góry, na której znajduje się obserwator, pozostała powierzchnia Ziemi jest idealnie kulista i cały pozostały teren znajduje się na poziomie morza. Dzięki prostemu szkicowi wyznaczymy, jak daleko od obserwatora znajduje się widnokrąg, linia pozornego styku nieba z powierzchnią ziemi. Ponieważ kąt α pomiędzy pionem w miejscu, gdzie znajduje się obserwator, a pionem na linii widnokręgu jest bardzo niewielki, wynosi mniej niż parę stopni, więc łuk K ma praktycznie tę samą długość, co odcinek L.

Odległość do widnokręgu
Odległość do widnokręgu.
Rysunek poglądowy bez zachowania proporcji.

R2+L2=(R+h)2

Z prostego przekształcenia mamy

L =(R+h)2-R2 =2Rh+h2

Ponieważ h w porównaniu do R jest bardzo małe (np. 25 km jest dużo mniejsze od 6400 km), to człon h2 jest zaniedbywalnie mały w porównaniu do 2Rh:

h2=25×25=625
2Rh=2×6400×25=320,000
2Rh =320,000 =565,7566
2Rh+h2 =320,000+625 =566.2566

W takim razie możemy przyjąć, że całkiem sensowne przybliżenie daje wzór:

L 2Rh =12,800×h 113,1×h [km]

Jak wysokie są wzniesienia terenu w okolicy, w której Jezus pościł na pustkowiu? W centralnej części Izraela, po obu stronach Morza Martwego i doliny Jordanu, biegną pasma wyżyn i gór. Wyróżniające się szczyty mają od kilkuset do około tysiąca metrów. Na północ od nich, na zachód od Jeziora Tyberiadzkiego (Jezioro Genezaret), znajdują się góry i wzgórza Galilei, rodzinnych stron Jezusa. Ich najwyższy szczyt to góra Meron, licząca 1208 m n.p.m. Jeszcze dalej na północ rozciąga się pasmo górskie Antylibanu, którego najwyższy szczyt, góra Hermon (2814 m n.p.m.), leży 50 km na północ od Jeziora Tyberiadzkiego, na dawnych terenach plemienia Dan.

Ukształtowanie terenu Izraela
Ukształtowanie terenu Izraela i regionów przyległych.
Mapa dzięki narzędziom i danym (GMRT) z www.marine-geo.org.

Przyjmijmy, że „bardzo wysoka góra” miała wysokość 3000 metrów czyli 3 km ponad otaczający teren.

L 113,1×3 113,1×1,73 196 km

Około 200 kilometrów – taki jest promień koła teoretycznej widoczności z góry Hermon, ograniczonego jedynie krzywizną Ziemi. Nie uwzględniamy żadnych przeszkód terenowych (np. innych gór i pagórków), jakie mogłyby zasłonić widok, wzniesienia odległego terenu ponad poziom morza, ani wpływu atmosfery na ograniczenie widoczności. Spoglądając z góry Hermon na południe można by było dojrzeć wszystkie kraiki starożytnej Palestyny: na wschodzie marionetkowe państewko syna Heroda Wielkiego, Heroda Filipa II, po drugiej stronie jeziora Galileę, część państewka jego przyrodniego brata, Heroda Antypasa; dalej na południe terytorium Dekapolis, ligi miast hellenistycznych. Na południe od nich, po zachodniej stronie Jordanu, Pereę, drugą część państewka Heroda Antypasa. Potem okolice miasta Fazaelis, należące do siostry Heroda Wielkiego, Salome. Dalej, aż po widnokrąg, rzymską prowincję Judeę, utworzoną z ziem Heroda Archelaosa, trzeciego syna Heroda Wielkiego, aż po jej główne miasto, Jerozolimę, znajdującą się w odległości około 200 km od góry Hermon. Cztery kraje, wliczając państwo rzymskie pod rządami Tyberiusza, które można nazwać królestwami i które byłyby teoretycznie widoczne z góry Hermon.

Prócz tych paru państewek na terenach byłego Izraela, cesarstwo rzymskie w roku 30 naszej ery miało za sąsiadów więcej królestw, przeważnie mniej lub bardziej podporządkowanych (w nawiasach orientacyjne odległości od góry Hermon):

Zaledwie jedno z nich, królestwo Emesy, znajduje się dostatecznie blisko, żeby choć teoretycznie dało się dostrzec jego tereny ze szczytu góry Hermon. A to tylko część ówczesnych królestw świata. Dalej na południu były położone:

Z kolei na wschód od królestwa Partów aż po wschodnie krańce Indii:

Herodot w V wieku p.n.e. opisywał Indie, Aleksander Macedoński dotarł do nich w swoich podbojach, Rzymianie prowadzili z nimi handel. Kiedy August przyłączył Egipt do państwa rzymskiego, wielką rolę zaczęła odgrywać trasa morska przez Morze Czerwone, a potem Ocean Indyjski, z wykorzystaniem monsunów. Sprowadzano z Indii przyprawy, perły, kość słoniową, cenne kamienie. Co roku wyruszała na wschód zorganizowana flotylla ponad stu statków, na wybrzeżu Indii powstały stałe rzymskie placówki handlowe, a władcy indyjscy słali poselstwa do Augusta, przyjmowane z wielkimi honorami. W grę wchodziły tak duże interesy, że Rzymianie nie wahali się interweniować zbrojnie przeciwko królestwu Saby, kiedy próbowało monopolizować handel na wybrzeżach somalijskich i indyjskich blokując cudzoziemcom dostęp do cieśniny Bab al-Mandab.

Nie zapominajmy też, że na wschód od Indii istniało kolejne wielkie królestwo, imperium liczące około 60 milionów mieszkańców, z którego jedwabnym szlakiem sprowadzano najcenniejszą tkaninę starożytności:

Glob ziemski i koło o średnicy 700km
Czerwone koło na powierzchni globu pokazuje zasięg widoczności z wysokości 9 kilometrów nad poziomem morza (średnica koła jest równa 700 km).

Nie ma takiej góry w pobliżu Izraela, z której byłoby widać Mauretanię albo Indie. Nawet Tracja jest zbyt odległa. Czy w ogóle gdziekolwiek istnieje wystarczająco wysoka góra? Szczyt Mount Everest, najwyższej góry na Ziemi, położony jest na wysokości 8848 metrów nad poziomem morza. Po zaokrągleniu do pełnych kilometrów, dla h=9 km otrzymujemy:

L 113,1×9 113,1×3 339 km

Ze szczytu Mount Everest teoretycznie byłoby widać tylko na około 350 km w każdą stronę. Nawet gdyby stał w połowie drogi pomiędzy Izraelem a Indiami, jest o wiele za niski, żeby móc z niego zobaczyć oba te dwie kraje.

Żeby obserwator mógł dojrzeć po przeciwnych krańcach widnokręgu choćby skrawki królestw odległych od siebie o 3000 km, musiałby się znajdować w połowie odległości pomiędzy nimi, na wysokości… 180 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Żeby mógł dojrzeć skrawki królestw odległych od siebie o 6000 km, musiałby spoglądać z wysokości 750 km. Umowna granica pomiędzy atmosferą Ziemi i przestrzenią kosmiczną przebiega na wysokości 100 kilometrów…

piątek, 30 marca 2012

Nikomu nie mówcie

[Początek opowieści w poprzedniej notce]

Podczas pożegnania Salomon obdarował Makedę skarbami, a na osobności zdjął palca pierścień i dał jej, by o nim nie zapominała. Królowa powróciła do kraju. Dziewięć miesięcy po pamiętnej nocy urodziła syna, zwanego później Menelikiem. Chłopiec podrastał, dopytywał się o ojca, a Makeda niechętnie objaśniała mu, że jest nim Salomon, królujący w dalekim kraju, odległym o wiele tygodni uciążliwej podróży. Kiedy Menelik dorósł i postanowił odwiedzić Izrael i poznać swego ojca, matka wreszcie zgodziła się. Nakazała przygotowanie karawany, prowiantu i podarunków, przekazała synowi pierścień Salomona jako znak jego pochodzenia, a odebrawszy od niego przysięgę, że powróci, wyprawiła w drogę.

Salomon z radością przyjął syna. Kiedy jednak usłyszał o prośbie Makedy, by namaścił Menelika na króla Etiopii, wzburzył się. „Syn należy do ojca” – przekonywał – „nie oddam syna królowej”. Najstarszy, pierwszy z rodu, nie powróci na południe, ale obejmie po ojcu tron Izraela. Długo przekonywał Menelika, że lepiej zrobi pozostając w dostatnim, bogatym kraju ojca, gdzie znajduje się świątynia Boga i Arka Przymierza, i gdzie przebywa Bóg. Syn jednak tęsknił za krajem, w którym się urodził i wychował, nie nawykł do jedzenia i klimatu Izraela i twardo nalegał na swój powrót do matki w Etiopii. Salomon miał już potomka, młodszego od Menelika, lecz z prawowitej, poślubionej żony. Królowi nie udało się przekonać syna, więc zebrał swoich doradców, starszyznę oraz kapłanów. Zachęcił ich do pomysłu, by tak jak w Izraelu oni sprawują urzędy i są podporą jego królewskiej władzy, tak ich pierworodni synowie udaliby się z jego pierworodnym synem do Etiopii, gdzie sprawowaliby te same urzędy i byli starszyzną u jego boku. Następnie Salomon namaścił Menelika na króla Etiopii, pobłogosławił go i nakazał przygotowania do odjazdu.

Synowie wielmożów, którzy mieli wyruszyć z Menelikiem, byli przygnębieni koniecznością opuszczenia rodzin. Najbardziej martwili się pierworodni synowie kapłanów. Poświęcono ich służbie Bogu, wychowano w oddaniu dla Arki, mającej cudowne moce świętej skrzyni, wykonanej na rozkaz Boga. Skrzyni, w której przechowywano dwie kamienne tablice z dziesięcioma przykazaniami. Do tej pory synowie kapłanów wiernie sprawowali swoje obowiązki w świątyni, a teraz mieli opuścić Jerozolimę, świątynię i Arkę, największą świętość, której służyli. Młodzi ludzie powzięli śmiały plan. Arka znajdowała w najświętszym miejscu, w pomieszczeniu, do którego tylko raz w roku wchodził najwyższy kapłan, by złożyć ofiarę za cały lud. Osłonięta trzema warstwami zasłon, pozostawała ukryta przez ludzkim wzrokiem, zaś pierworodny syn arcykapłana, jako zastępca swego ojca, miał klucze do wszystkich pomieszczeń świątynnych… Spiskowcy opłacili wykonanie odpowiednich elementów, po czym w nocy udali się do świątyni. Zabrali Arkę i pozostawili na jej miejscu zmontowaną z przyniesionych części atrapę, którą okryli zasłonami. Skradzioną świętość owinęli tkaniną i ukryli u siebie do czasu wyjazdu.

Replika Arki Przymierza. Foto: BRBurton.

Kiedy wyjeżdżali z miasta, nikt z żegnającego ich tłumu ludzi nie podejrzewał, że na jednym z wozów, pomiędzy różnymi sprzętami i odzieżą, opuszcza Jerozolimę największa świętość Izraela.

W ten sposób Arka trafiła do Etiopii, gdzie na jej uroczyste powitanie wyszły uradowane tłumy. Po wspaniałych uroczystościach Makeda przekazała tron synowi, który został pierwszym „królem królów” Etiopii. Kiedy wyruszał na wojnę, Arka towarzyszyła mu w wyprawie i zapewniała zwycięstwa, a „nie było nikogo, kto by go zwyciężył, a tylko on sam zwyciężał”. Salomon odkrył kradzież, ale nie zdołał dogonić syna i odzyskać Arki. Długo biadał nad utratą świętości. Wreszcie stwierdził, że zabranie Arki byłoby niemożliwe wbrew woli Boga. Dla uniknięcia wstydu i upokorzeń dla siebie i swego ludu, potajemnie zaprzysiągł w świątyni wszystkich, którzy o tym wiedzieli, aby nikt z nich nie ujawnił, co się stało.

Tak kończy się przekazywana przez pokolenia opowieść o królu Salomonie, królowej Makedzie i ich synu Meneliku, pierwszym cesarzu Etiopii. Jego następcy i potomkowie, kolejni cesarze Etiopii aż do ostatniego z nich, Haile Selassie I, szczycili się pochodzeniem od Salomona i nosili oficjalny tytuł „Zwycięski Lew Plemienia Judy”.

A Arka? Według Etiopczyków do dziś pozostaje w Etiopii.


Kebra Nagast czyli Chwała królów Abisynii, tłum. Stefan Strelcyn, Warszawa 1956.

czwartek, 29 marca 2012

Słona noc

Makeda nie mogła zasnąć. Uczta była wspaniała, ale ryby zbyt słone, mięso stanowczo za mocno przyprawione pieprzem. Wspomniała wyścielone purpurą łoże biesiadne, miękkie, wzorzyste dywany, wonne olejki, zapach piżma i cynamonu. Przepych godny największego władcy, jednak te potrawy… Po raz kolejny obróciła się na posłaniu, bezskutecznie próbując koniuszkiem języka zwilżyć wyschnięte usta.

Ostrożnie wstała z posłania i przez chwilę wpatrywała się w półmrok. W królewskiej komnacie, tuż przy łożu władcy, stał dzban świeżej, chłodnej wody, pamiętała dobrze, jak po uczcie stawiał go tam służący. Tylko kilkanaście kroków. Cicho przemknęła po posadzce, podeszła do naczynia i zerknęła na króla. Spał twardym snem. Sięgnęła po dzban, wzięła stojącą obok czarkę, napełniła wodą i podniosła do ust. Nie zdążyła zareagować, kiedy mężczyzna zerwał się z posłania i chwycił ją za rękę…

Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych władze Izraela stanęły przed nietypowym problemem. Według obowiązującego Prawa Powrotu każdy Żyd ma prawo do powrotu do ojczyzny swoich przodków, osiedlenia się w Izraelu i otrzymania obywatelstwa. Przysługuje ono każdemu, kto ma żydowskich rodziców lub dziadków albo przyjął judaizm. Czy Prawo Powrotu miały również tysiące osób z odległej Etiopii? Wśród dominującej chrześcijańskiej ludności kraju, na północy Etiopii, w kilkuset wioskach mieszkało sto tysięcy ludzi określających się mianem Beta Israel, Domem Izraela. Najważniejsze ich święte pisma stanowiło Pięć Ksiąg Mojżeszowych, czyli Tora, chociaż była im znana wyłącznie w ich własnym języku. Korzystali też z innych ksiąg biblijnych. Od setek lat zbierali się w domach modlitwy na czytanie Tory i składanie ofiar, jedli tylko żywność dozwoloną prawem mojżeszowym, nie zawierali małżeństw z osobami spoza wspólnoty religijnej, praktykowali obrzezanie w ósmym dniu po urodzeniu, przestrzegali przepisów o nieczystości rytualnej związanej z porodem i śmiercią. Ściśle zachowywali szabat, świętowali żydowskie święta: Paschę, z ofiarą z baranka, Święto Szałasów upamiętniające wędrówkę z Egiptu, Święto Żniw, noworoczne święto Rosz ha-Szana, Dzień Pojednania, Jom Kippur…

Święta księga używana przez Beta Israel, napisana w języku gyyz
Święta księga używana przez Beta Israel, napisana w języku gyyz.

Ale Beta Israel nie znali wielu istotnych ksiąg biblijnych, choć do ich świętych pism należały inne starożytne żydowskie teksty religijne, które nie weszły do kanonu. Nie mieli pojęcia o tradycjach zapisanych w powstałej w III wieku Misznie, ani o reszcie Talmudu. Nie obchodzili świąt upamiętniających wydarzenia, jakie zaszły po wygnaniu do niewoli babilońskiej, takich jak Purim czy Chanuka. Na domiar kłopotu byli… ciemnoskórzy, jak inni mieszkańcy Afryki. Czy rzeczywiście byli Żydami, czarnymi Żydami? Skąd się wzięli?

Kessim, religijni przywódcy Beta Israel. Modlitwa za rodaków. Foto: Dalila.

W Etiopii od stuleci opowiadano następująca historię, spisaną w księdze Kebra Nagast, czyli „Chwała Królów”:

Kiedy pochodzący z plemienia Judy wielki król Izraela, Salomon, rozpoczął budowę wspaniałej świątyni w Jerozolimie, rozesłał wieści do kupców ze wszystkich stron świata, że zapłaci złotem i srebrem za wszystkie materiały potrzebne do ukończenia dzieła. Kupiec z dalekiego południa, który dostarczył cenne, egzotyczne materiały, zdziwił się nie tylko hojnością wynagrodzenia. Wielkie wrażenia wywarły nam nim bogactwa, ale też mądrość i sprawiedliwość rządów Salomona nad poddanymi. Powróciwszy do swego kraju kupiec z przejęciem opowiadał swojej władczyni, królowej Makedzie, o tym, co widział. Przez kolejne dni słuchała opowieści o wspaniałym królu, aż wreszcie zafascynowana postacią Salomona, postanowiła wyruszyć w daleką podróż, by go poznać i okazać swój szacunek. Karawana z setkami wielbłądów, osłów i mułów, obładowanych zapasami, wonnościami, złotem i drogocennymi kamieniami, wyruszyła w drogę. Po półrocznej podróży królowa ze swoim orszakiem dotarła do Jerozolimy.

Tak rozpoczął się pobyt Makedy, królowej Etiopii u Salomona, władcy Izraela. Wydarzenia, które biblijna Pierwsza Księga Królów oraz Druga Księga Kronik wspominają jako wizytę królowej Saby.

Orszak królowej Makedy.

Salomon z radością ugościł Makedę w swoim pałacu i spędzał z nią wiele czasu na rozmowach. W jej kraju czczono święte drzewa, wizerunki bóstw, głazy i ciała niebieskie. W rozmowach przekonał królową do porzuceniu kultu słońca i oddawania czci jedynemu Bogu, stwórcy słońca.

Mijały miesiące, a Salomona coraz bardziej ujmowała niezwykła uroda, mądrość i osobowość Makedy. Kiedy oznajmiła, że ma zamiar wrócić już do swojego kraju, uprzytomnił sobie jasno, że nie ma jeszcze następcy tronu. W przeddzień jej wyjazdu zaprosił Makedę na wspaniałą ucztę pożegnalną, na którą specjalnie kazał przygotować słone i pikantne potrawy oraz kwaśne, doprawione octem napoje. Wieczorem po zakończeniu uczty i odprawieniu służby, zanim udali się na spoczynek próbował nakłonić ją spędzenia wspólnej nocy miłosnej. Kiedy odmówiła i poprosiła, żeby przysiągł, że nie weźmie jej siłą, Salomon obiecał, że złoży taką przysięgę, jeśli ona w zamian również coś mu przysięgnie… On nie weźmie tego, co jej, ona nie weźmie tego, co jego. Nie weźmie jej bez jej zgody, jeśli ona nie zabierze bez jego zgody niczego, co do niego należy. Makedę rozbawiła taka propozycja. Miała bez liku skarbów, w jej królestwie niczego nie brakowało, co mogłaby chcieć po kryjomu zabrać Salomonowi? Na jego nalegania w końcu zgodziła się i wzajemnie sobie przysięgli. Makeda udała się na spoczynek, ale po słonych i ostrych potrawach pragnienie nie dawało jej spokoju. Zakradła się do dzbana z wodą, który przemyślny król kazał ustawić tuż obok swojego łóżka. Na to tylko czekał Salomon…

Salomon i Makeda.

[Dalszy ciąg opowieści w następnej notce]


Kebra Nagast czyli Chwała królów Abisynii, tłum. Stefan Strelcyn, Warszawa 1956.

piątek, 2 marca 2012

Roztrwonione bogactwa

Według ewangelii Mateusza w Betlejem przychodzący ze wschodu Mędrcy, których przywiodła gwiazda (w oryginale magoi, czyli „magowie”, perskie słowo oznaczające wówczas kapłanów-astrologów, przepowiadających zdarzenia z układu gwiazd) przynieśli w darze nowo narodzonemu Jezusowi wspaniałe skarby:

I wszedłszy w dom, znaleźli dzieciątko z Maryją, matką jego, a upadłszy, pokłonili mu się, i otworzywszy skarby swoje, ofiarowali mu dary: złoto i kadzidło i myrrę.
Mt 2:11 (BG)

Przybysze wędrowali z daleka i przynieśli dary odpowiednie do królewskiej godności niemowlęcia. Nagle Józef i Maria mieli do dyspozycji majątek o wielkiej wartości.

Pokłon trzech króli, Jan de Bray 1658
Pokłon trzech króli, Jan de Bray 1658.

Czterdzieści dni po urodzeniu syna Maria udała się do świątyni, żeby przez złożenie ofiary dokonać rytualnego oczyszczenia po porodzie, jak nakazywały zasady Prawa Mojżeszowego.

Powiedz synom Izraelskim, i rzecz: „Niewiasta, która by poczęła i urodziła mężczyznę, nieczysta będzie przez siedem dni: według dni, których odłączona bywa dla choroby swej, nieczysta będzie. A dnia ósmego obrzezane będzie ciało nieobrzeski jego. Ale ona przez trzydzieści dni i trzy dni zostanie we krwi oczyszczenia; żadnej rzeczy świętej nie dotknie się, i ku świątnicy nie pójdzie, aż się wypełnią dni oczyszczenia jej. A jeźli dzieweczkę urodzi, nieczysta będzie przez dwie niedziele według oddzielenia swego, a sześćdziesiąt dni i sześć dni zostanie we krwi oczyszczenia swego.
A gdy się wypełnią dni oczyszczenia jej po synu albo po córce, przyniesie baranka rocznego na ofiarę całopalenia, i gołąbiątko, albo synogarlicę na ofiarę za grzech do drzwi namiotu zgromadzenia do kapłana; Którego ofiarować będzie przed obliczem Pańskiem, i oczyści ją; a tak oczyszczona będzie od pływania krwi swojej. Tać jest ustawa tej, która porodziła mężczyznę albo dzieweczkę. A jeźli nie przemoże dać baranka, tedy weźmie parę synogarlic, albo parę gołąbiąt, jedno na ofiarę całopalenia a drugie na ofiarę za grzech; i oczyści ją kapłan, a tak oczyszczona będzie”.
Kpł 12:2-8 (BG)

Otrzymane złoto, kadzidło i mirra z pewnością wystarczały na kupno baranka, i to nie jednego. Jednak inny ewangelista, Łukasz, twierdzi, że Józef i Maria złożyli w ofierze parę ptaków, co oznacza, że nie było ich stać na baranka.

A gdy się wypełniło ośm dni, aby obrzezano ono dzieciątko, tedy imię jego nazwane jest Jezus, którem było nazwane od Anioła, pierwej niż się w żywocie poczęło. Gdy się też wypełniły dni oczyszczenia jej według zakonu Mojżeszowego, przynieśli go do Jeruzalemu, aby go stawili Panu, (Tak jako napisano w zakonie Pańskim: że wszelki mężczyzna, otwierający żywot, świętym Panu nazwany będzie). A żeby oddali ofiarę według tego, co powiedziano w zakonie Pańskim, parę synogarlic, albo dwoje gołąbiąt.
Łk 2:21-24 (BG)

Jak to się stało, że w tak krótkim czasie rodzina Jezusa utraciła bogactwa otrzymane od mędrców ze wschodu?

Jedno z popularnych wyjaśnień brzmi następująco: zaraz po tym, kiedy mędrcy złożyli hołd i przekazali swoje dary, Józef dostał we śnie od anioła polecenie, żeby natychmiast uciec z rodziną do Egiptu, gdyż król Herod zamierza zabić dziecko. Józef z Marią i Jezusem pozostawali w Egipcie aż do śmierci Heroda (Mt 2:13-15). Bogactwa otrzymane od mędrców zostały zużyte na koszty utrzymania w Egipcie. Kiedy Herod zmarł, rodzina, znowu biedna, udała się z powrotem do Judei, gdzie w świątyni jerozolimskiej złożyli ofiarę oczyszczenia.

Oprócz poważnych wątpliwości, czy ucieczka do Egiptu rzeczywiście miała miejsce, istnieje solidny, wymierny argument przeciwko powyższemu wyjaśnieniu. Mędrcy ze wschodu przebyli długą drogę, żeby oddać hołd nowo narodzonemu „królowi żydowskiemu” (Mt 2:2), przywożąc mu w darze skarby odpowiednie dla godności królewskiej. Wonna żywica mirra, podobnie jak żywica innego drzewa z rejonu Jemenu i Somalii, kadzidło, była wówczas bardzo cenna. Grudki tych egzotycznych produktów były warte tyle, co złoto o tej samej wadze. Łatwiej nam będzie skoncentrować się na samym złocie.

Żeby łatwiej uzmysłowić sobie możliwą wielkość i wartość daru od mędrców, spróbujmy wyobrazić go sobie w postaci jaką dobrze znamy – jako pewną liczbę monet ze złota. Ile takich monet mędrcy mogli ofiarować jako dar dla króla: jedną? dwie? pięć? dwadzieścia? A może sto?

Od lewej:
  1. aureus Augusta: średnica ok.20mm, masa ok.7,8 g
  2. współczesna moneta o nominale 50 groszy: średnica 20,5mm, masa 3,94 g
  3. współczesna moneta o nominale 2 złote: średnica 21,5mm, masa 5,21 g
  4. współczesna moneta o nominale 5 złotych: średnica 24mm, masa 6,54 g

Złota moneta Imperium Rzymskiego nazywała się aureus (dosłownie: „złoty”). Miała średnicę nieco mniejszą od współczesnej 50-groszówki, ale była od niej dwukrotnie cięższa. Jej wartość w stosunku do monet bitych z innych metali przedstawiała się następująco:

1 aureus = 25 denarów = 100 sesterców = 400 asów

Denary bito ze srebra, ważyły ok. 3,80 grama. Sesterce wybijano z brązu, zaś asy z miedzi.

Roczny żołd rzymskiego legionisty wynosił od czasów Cezara 225 denarów, tj. 9 aureusów. Dzienny koszt podstawowej żywności dla dorosłej osoby wynosił 3 asy (rocznie prawie 70 denarów). Podstawą wyżywienia był chleb, dietę uzupełniano przede wszystkim fasolą lub soczewicą oraz oliwą, do posiłku pito tanie, cienkie wino. Przykładowe ceny:

  • bochenek chleba – 1 as
  • litr wina – 1 as
  • tunika – 4 denary

Oprócz zakupu żywności niezbędne były wydatki na odzież i inne artykuły, zaś roczne koszty utrzymania gospodarstwa domowego w państwie rzymskim w czasach Augusta szacuje się następująco:

  • Kato Starszy: utrzymanie 1 niewolnika – 78 denarów
  • Kato Starszy: 1 pracownik i jego rodzina – 250 denarów
  • Brunt: 4 osoby (144 modii pszenicy) – 270 denarów
  • Ben-David: 6 osób (Palestyna) – 250-300 denarów
  • Pompeje: 3 osoby (plus 1 niewolnik) – 570 denarów
Osiemnaście monet 50-groszowych w dłoni i na dnie kasetki.
Jako złote aureusy byłyby dwuletnim żołdem legionisty.

Warto zwrócić uwagę, że rynkowe ceny zboża, podstawy wyżywienia, były w Italii znacznie wyższe niż w Palestynie, gdzie z kolei były wyższe niż w Egipcie, „spichlerzu Imperium”, z którego sprowadzano ogromne ilości pszenicy dla wyżywienia Rzymu. Równocześnie podane wyżej szacunki nie obejmują kosztów zakwaterowania, które były wysokie w miastach, szczególnie w stołecznym, przeludnionym Rzymie, ale znacznie niższe na wsi. W Egipcie, gdzie domy budowano z suszonej na słońcu cegły, zbudowanie domu kosztowało niewiele, a koszty zakwaterowania wynosiły około 20 drachm rocznie. Kwotę wyraża się w egipskich drachmach, ponieważ w Egipcie nie używano monet rzymskich.

W Egipcie za czasów Ptolemeuszy używano monet srebrnych i brązowych:

1 tetradrachma = 4 drachmy = 24 obole

Cenne metale sprowadzano z zewnątrz, więc drachmy i drobniejsze monety wykonywano z brązu, a tetradrachmy nie były bite z czystego srebra, lecz ze stopu. Kiedy po śmierci królowej Kleopatry Rzymianie przyłączyli Egipt do swojego państwa jako kolejną prowincję, tetradrachma egipska ważyła około 13 gramów, ale zawierała tylko około 45% srebra i miała przeliczeniową wartość nieco ponad 1,5 denara. Nawet mimo tego, monety zawierające złoto lub srebro zastrzeżono tylko dla urzędników państwowych i kupców. Dlatego w Egipcie, inaczej niż w przypadku innych prowincji rzymskich, zdobywcy nie starali się wprowadzić własnych pieniędzy, ale pozostawili bez zmian egipski system monetarny. Wyemitowano tylko nowe monety z brązu w ramach zastanego systemu. Przez pierwsze 50 lat rzymskiego panowania posługiwano się dotychczasowymi „posrebrzanymi pieniędzmi”, wybitymi za czasów Kleopatry. August zaostrzył nawet przepisy obowiązujące za czasów Ptolemeuszy i zakazał importu złotych i srebrnych monet do Egiptu, żeby zapobiec rozregulowaniu systemu. W końcu, po dziesięcioleciach użytkowania srebrne monety były w tak opłakanym stanie, że następca Augusta, Tyberiusz, zdecydował się na produkcję w aleksandyjskiej mennicy nowych tetradrachm, jeszcze bardziej obniżając w nich zawartość srebra.

Pokłon króli, Biblia Pauperum Albrechta Pfistera
Pokłon króli, Biblia Pauperum, drukarnia Albrechta Pfistera, rok 1462/1463.

Faktycznie zatem Józef i Maria nie mogli w Egipcie płacić za utrzymanie złotymi monetami, nie mogli ich wwieźć do kraju. Pozostańmy jednak przy nich jako obrazowej formie ilości i wartości otrzymanego w darze złota. Kwota 20 drachm egipskich na mieszkanie to równowartość 13 denarów, a więc stosunkowo niewiele podnosi roczny koszt utrzymania. Pełny koszt utrzymania rodziny trzech dorosłych osób w Egipcie w czasach rzymskich szacuje się na około 350 drachm rocznie (równowartość 130 denarów) dla rodziny żyjącej w skrajnym ubóstwie, na poziomie zapewniającym zaledwie utrzymanie się przy życiu, oraz 750-1000 drachm rocznie (równowartość 280-375 denarów) na poziomie „szanowanego rzemieślnika”. Utrzymanie dziecka na tyle dużego, żeby żywić je tym samym, co dorosłych, kosztowało około 60 drachm rocznie. Jeśli dziecko było małe, karmione piersią, koszt był znacząco niższy, choć z drugiej strony, jeśli matce brakowało pokarmu, na wynagrodzenie dla mamki trzeba było wydać 5-7 drachm miesięcznie, czyli 70-80 drachm rocznie.

Sto monet 50-groszowych w dłoni i na dnie kasetki.
Jako złote aureusy wystarczyłyby na kilka lat utrzymywania rodziny.
Czy pełna kasetka aureusów wystarczy na 30 lat?

Jak widzimy, dla dwojga dorosłych z dzieckiem wystarczała kwota około 600-800 drachm (równowartość 225-300 denarów, czyli 9-12 złotych aureusów), żeby żyć na przyzwoitym poziomie przez rok, bez pracy, czy to najemnej, czy we własnym ogrodzie lub na polu. Oznacza to, że za jedną złotą monetę można było utrzymać rodzinę: Józefa, Marię i małego Jezusa, przez cały miesiąc.


K. W. Harl, Coinage in the Roman economy, 300 B.C. to A.D. 700, 1996.

E. Stegemann, W. Stegemann, The Jesus movement: a social history of its first century, 1999.

E. Fox, Meager Returns: Agricultural Wages in Roman Egypt, 2007.

W. Scheidel, Real wages in Roman Egypt: A contribution to recent work on pre-modern living standards, 2008.

niedziela, 12 lutego 2012

Do czego służą przedmowy?

Z pewnej wczesnej polskiej powieści możemy się dowiedzieć, jaką rolę w książkach pełnią tak popularne przedmowy.

Wojciech Zdarzyński, karta tytułowa
Wojciech Zdarzyński. Karta tytułowa powieści

PRZEDMOWA

Imię Autora daje mi Prawo, abym nudził Czytelnika jak mi się podoba; dlatego zaczynam od Przedmowy, bo ta, jak pospolicie bywa, nie mając żadnego związku z Pismem, które poprzedza, może być tym nudniejszą, im dłużej się z nią rozciągnę.

Prawda, iż przedtym inny był zamiar piszących Książki, ale ponieważ się odmienił Czytelnik, nic dziwnego, iż i Autorowie inaczej myśleć zaczęli.

Niż nastał zwyczaj, aby uchodzić za Człeka mającego powszechną Naukę, może mniej czytano, ale gruntowniej. Każdy pomału właśnie jak po stopniach nabywał Wiadomości. Teraz Młodzież znalazła krótszą jakąś drogę, dlatego też na miejsce dobrych Autorów nastali Autorowie: Słowników, ZbiorówFormularzów.

Oświecenie Wieku, którym się szczycimy jest przyczyną, iż nic nas tak nie obchodzi, jak hańba wyznać nieumiejętność milczeniem. Dlatego każdy śmiało rozprawia o tym, czego nawet nie umie. A wielomówstwo będąc dawniej przywarą, teraz, jak nastały nudne posiedzenia, uchodzi czasem za przymiot Człowieka rozumnego.

Słysząc, jak każdy decyduje o wszystkim, powinszować by trzeba Rodzajowi Ludzkiemu, iż nie ma już nic, coby było przed nim ukryte. Filozofowie dzisiejsi znają wszystkie skrytości natury. Matematycy liczą proszki, które składają Ziemię. Astronomowie mierzą na cale wielkość Płanet i ich odległość. Politycy przewidują na kilka Wieków przyszłe odmiany w Krajach. Historycy z łatwością czytają zatarte charaktery Starożytności. Doktorowie umieją leczyć wszystkie choroby. A nie ma nikogo, aby wyznał z Sokratesem, że nic nie umie.

Lubiemy się pochwalić, i to jest wadą powszechną wszystkich Osób i każdego Wieku, z tą tylko różnicą, iż dawniej każdy sam się chwalił, my zaś przez skromność znaleźliśmy inny sposób, zaczynając chwałę przymiotów naszych od Krytyki cudzych niedoskonałości.

Przedtym Autor jeżeli wypracował Dzieło, mógł być pewny, że je każdy pochwali. Wieku naszego Czytelnik, wprzód już oświecony niż nabył światła czytaniem, tym tylko końcem bierze Książkę, aby ganiąc to, co insi chwalą, dał poznać każdemu, że ma wzrok tak delikatny, iż w słońcu nawet plam dostrzegać potrafi. Winszuję mu, iż ma pole popisania się z rozumem, ale to przydam na pociechę piszących, iż póki się nie powiększy liczba rozsądnych, a nie zmniejszy mędrków, póty ludzie dziwić się będą sobie lub ganić bez przyczyny.

Wojciech Zdarzyński. Początek rozdziału 1.
Wojciech Zdarzyński. Początek rozdziału 1.
Jeżeli jednak każdy chce się dowiedzieć, co o nim sądzą rozumni, może zbierać głosy. Ale jak w rządzie Politycznym wielość, tak tu mniejsza liczba decydować powinna.

Niepewność, jakim sercem przyjmie każdy Czytelnik pracę piszącego, dała może początek przedmowom, których przedtym nie znano. Stąd zrzódło niewyczerpanych Materyi, częścią pochwał własnych, częścią skromnego wyznania, częścią ostrzeżenia i rady, częścią na koniec samego zwyczaju, aby Książka nie była bez Przedmowy.

Każdy Autor przywiązany do płodu rozumu swego chwali go, jak Ojciec Dziecię z dowcipu, wprzód jeszcze niż gadać zaczyna. To prawda, iż mnie samego nikt by nie namówił, abym ganił w Przedmowie to, com napisał w Książce. Owszem kontent będąc z siebie, żem się zdobył na nowy produkt rozumu, nie uwierzyłbym nawet, gdyby mi powiadano, że bez mojej Książki obszedł by się Czytelnik.

A jeżeli przez skromność nie każę sobie dziękować za to, żem jest Autorem, pochwalić się jednak mogę, iż mimo Prawa, które mam, abym nudził Czytelnika, starałem się ilem mógł, abym go zabawił. Być to może, iż zwyczajem Współkolegów moich mniejszych Autorów nie dotrzymam tej obietnicy. Ale Czytelnik nauczy się z częstszego doświadczenia, iż tyle ma ufać Przedmowom, ile Teatralnym Affiszom, które obiecują Publiczności, że się dobrze zabawi, a częstokroć cała uciecha kończy się na tym, iż się naziewa za swoje pieniądze.


Michał Dymitr Krajewski, Wojciech Zdarzyński, życie i przypadki swoje opisujący, Warszawa 1785

środa, 1 lutego 2012

Skąpiec, czyli pojawiam się i znikam

Z początkiem roku 2012 serwis Wolne Lektury podzielił się z czytelnikami radosną nowiną:

Świętuj z nami przejście utworów Tadeusza Boya-Żeleńskiego do domeny publicznej! Zajrzyj do naszej „biblioteczki Boya”, gdzie znajdziesz wspaniałe tłumaczenia literatury francuskiej i nie tylko.

Tadeusz Boy-Żeleński – pisarz, poeta-satyryk, eseista, tłumacz literatury francuskiej, krytyk literacki i teatralny, lekarz, działacz społeczny, zginął lipcu 1941 roku zamordowany przez hitlerowców. Zgodnie z obowiązującymi obecnie w Polsce przepisami "autorskie prawa majątkowe gasną z upływem lat siedemdziesięciu od śmierci twórcy" (art.36), zaś czas trwania liczy się w pełnych latach następujących po roku, w którym nastąpiła śmierć autora (art.39). Prawa majątkowe przysługują również do tłumaczenia, jako utworu pochodnego, zaś bez zgody autora tłumaczenia lub innych posiadaczy tego prawa majątkowego (np. spadkobierców) nie wolno rozpowszechniać utworu.

Wydawałoby się, wszystko jasne i nie budzące żadnych wątpliwości. Jednak ani wtedy, kiedy Tadeusz Boy-Żeleński tłumaczył sztukę "Skąpiec" Moliera na język polski, ani wtedy, kiedy zginął, bynajmniej nie obowiązywała obecna ustawa…

Rok 1874
Rodzi się Tadeusz Żeleński. Później przyjmie literacki pseudonim "Boy".

Rok 1912
W latach 1909-1912 Żeleński przekłada całą twórczość Moliera. W roku 1912 publikuje w Lwowie sześciotomowe wydanie "Dzieł" francuskiego dramaturga, w tym również tłumaczenie "Skąpca". Od tego momentu pojawiają się prawa majątkowe do tych przekładów, gdyż Austro-Węgry są stroną konwencji berneńskiej, międzynarodowej umowy w sprawie respektowania praw autorskich. Konwencja przewiduje trwanie praw majątkowych w ciągu życia autora i minimum pięćdziesiąt lat po jego śmierci.

Rok 1920
Polska po odzyskaniu niepodległości przystępuje do konwencji berneńskiej.

Rok 1926
29 marca 1926 r. Sejm Rzeczpospolitej uchwala ustawę o prawie autorskim, zastępującą dotychczasowe, niejednolite przepisy byłych zaborców. Sytuacja przekładu "Skąpca" się nie zmieniła: nadal wyłączne prawa przysługują tłumaczowi, mogą zostać przeniesione na inne osoby lub odziedziczone (art.24) i wygasną 50 lat po jego śmierci (art.21).

Rok 1941
Śmierć Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Od 1 stycznia 1942 zaczyna się okres 50 lat, po których prawa do tłumaczenia wygasną. To oznacza, że od 1 stycznia 1992 roku jego dorobek miał stać się dobrem publicznym.

Rok 1952
Nowa ustawa o prawie autorskim, z dnia 10 lipca 1952 r., znacząco zmienia sytuację. Jej przepisy stosuje się także do praw autorskich istniejących w dniu jej wejścia w życie (art. 61), a przewidują, że autorskie prawa majątkowe gasną z upływem 20 lat od śmierci twórcy (art. 26). Ta zmiana przesuwa termin wygaśnięcia praw do tłumaczenia na rok 1962.

Rok 1962
Zgodnie z obowiązującymi przepisami wygasły prawa majątkowe do dorobku Boya-Żeleńskiego.

Rok 1975
23 października 1975 r. pojawia się nowelizacja ustawy z roku 1952. Od 1 stycznia 1976 prawa majątkowe gasną po upływie 25 lat (art.1). Jej przepisy stosuje się także do praw autorskich istniejących w dniu wejścia w życie nowych przepisów (art.2). Nie miała znaczenia dla twórczości Boya-Żeleńskiego.

Rok 1992
Pierwotny termin wygaśnięcia praw do dorobku Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

Rok 1994
Nowa ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, z dnia 4 lutego 1994 r. Ustala, że autorskie prawa majątkowe gasną z upływem 50 lat od śmierci twórcy (art. 36). Wprowadza też zupełną nowość: nowe przepisy stosuje się nie tylko do praw autorskich istniejących w dniu wejścia w życie, ale również takich, które zgodnie z dotychczasowymi przepisami już wygasły, przestały istnieć (art.124). Od nowa pojawiłyby się prawa majątkowe do tłumaczenia "Skąpca", gdyby nie to, że nawet według nowych przepisów wygasły dwa lata wcześniej.

Rok 1998
W Stanach Zjednoczonych zostaje uchwalona ustawa wydłużająca okres trwania praw majątkowych z 50 do 70 lat po śmierci autora.

Rok 2000
Polski Sejm uchwala zmiany do ustawy z 1994 roku. Wśród nich wydłużenie terminu, po którym wygasają prawa majątkowe, z 50 na 70 lat po śmierci autora. Tym samym "znikąd" pojawiły się prawa majątkowe do tłumaczenia "Skąpca", wygasające dopiero w 2012 roku.

Rok 2012
Zgodnie z obowiązującymi przepisami ponownie wygasły prawa majątkowe do tłumaczenia "Skąpca", opublikowanego przez Boya-Żeleńskiego sto lat wcześniej.

Rok 20xx
Co będzie dalej, czy prawa majątkowe do dorobku Boya znów się pojawią?…