czwartek, 29 września 2022

W poszukiwaniu vermiglio i nie tylko

Skoro szczycicie się, że światło płonie w was jaśniej niż w jakimkolwiek innym ludzkim rodzaju, rzekł im, kiedy stanęli przed nim po raz pierwszy, prosząc, by pozwolił im się osiedlić na skalistej ziemi, która była natenczas pustkowiem i siedzibą dzikiego zwierza, naznaczę wam daninę kryjącą się w najgłębszej ciemności ziemi i odtąd będziecie z mojego rozkazu wydobywać vermiglio, ja zaś, bez względu na plugawość waszych wierzeń oraz obyczajów, będę was otaczał opieką i chronił przed innymi. Wedle legendy, chociaż wolicie ją wstydliwie przemilczać, hrabia Bonaldo naciął dłoń w kształt godła swego rodu, podczas gdy starsi nakreślili na swoich dłoniach znak światła i uściskiem dłoni zapieczętowali przysięgę, posypując rany vermiglio. I mimo że wedle powszechnej wiedzy nieoczyszczona ruda jest trucizną, dla nich okazała się krynicą cudu, przedłużającą im życie zgoła ponad ludzką miarę, gdyż każdy przeżył w dobrym zdrowiu trzykrotność ludzkiego żywota (…)
[Anna Brzezińska, „Woda na sicie”]

Kiedy po raz pierwszy czytałem „Wodę na sicie”, uznałem, że akcja tej powieści toczy się w średniowieczu w jakiejś fikcyjnej krainie w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego.

Główna narratorka, oskarżona o czarownictwo i morderstwo, uwięziona i zeznająca przed trybunałem inkwizycji, nazywa siebie La Vecchia, co po włosku oznacza ‛Starucha’. Pochodzi z wioski  włosko brzmiącej nazwie Cinabro, w parafii Sangreale. Również vermiglio jest słowem włoskim. Jedyne znane mi złoża vermiglio, eksploatowane od czasów starożytnych, znajdowały się jednak nie we Włoszech, lecz w Hiszpanii. Bohaterka opowiada, że mieszkańcy jej rodzinnych stron wyznają odmienną wiarę, a ważną rolę odgrywają wśród nich „oświeceni”. Trudno nie dostrzec w tym albigensów, czyli katarów, średniowiecznego ruchu religijnego znanego przede wszystkim z Langwedocji, gdzie długi czas bez konfliktów współegzystowali z katolikami. Ich ziemie zostały później podbite przez krucjatę rycerstwa z leżącego bardziej na północ królestwa Francji, zaś ich wiara wytępiona. Dla zgrabnego dopełnienia: włoskie słowo vermiglio pochodzi z języka oksytańskiego, używanego przez mieszkańców Langwedocji.

Po paru latach sięgnąłem ponownie po „Wodę na sicie”, a wówczas nagle uświadomiłem sobie, że o ile vermiglio pełni w niej ważną rolę, odmienna wiara dobrze uzasadnia stosunek bohaterki do stanu duchownego i jego powiązań z władzą, o tyle motywy włoskie mogłyby z powodzeniem nie występować wcale. Anna Brzezińska jest dojrzałą, doświadczoną pisarką, a przy tym mediewistką, specjalistką od średniowiecza — nie umieściłaby takich nawiązań bez powodu. Katarowie występowali również w północnych Włoszech, owszem, zachowały się dokumenty z ich przesłuchań, więc może po prostu Włochy — ale vermiglio? Jakież było moje zdziwienie, kiedy szukając, niemal od razu znalazłem informację o jego złożach we Włoszech!

A jednak… czy „Woda na sicie” to powieść historyczna osadzona w średniowiecznej Toskanii czy fantasy, której autorka zwodzi czytelnika co do miejsca i czasu, jak zwodzi inkwizytorów La Vecchia, snując swoją opowieść z kolejnymi wersjami prawdy?

To prostu dobra powieść.

niedziela, 18 września 2022

Ech, ta młodzież

— Dokąd chodziłeś?

— Nigdzie nie chodziłem.

— Skoro nigdzie nie chodziłeś, dlaczego się wałęsasz? Idź do szkoły, stań przed „ojcem domu tabliczek” (dyrektorem szkoły, głównym nauczycielem), wyrecytuj, co miałeś zadane, otwórz swoją torbę szkolną, przepisz tabliczkę, niech twój „starszy brat” (pomocnik głównego nauczyciela) napisze dla ciebie nową tabliczkę. Jak odrobisz, co ci zadano, pokaż wychowawcy, wróć do mnie i nie włócz się po ulicy. A teraz: wiesz, co powiedziałem?

— Wiem, powiem ci to.

— Więc powtórz.

— Powtórzę.

— To mów.

— Powiedziałeś, żebym poszedł do szkoły, wyrecytował, co miałem zadane, otworzył torbę szkolną, przepisał tabliczkę, kiedy „starszy brat” będzie dla mnie pisał nową tabliczkę. Jak odrobię, co mi zadano, mam pokazać wychowawcy i wrócić do ciebie. Tak mi powiedziałeś.

— Bądźże człowiekiem. Nie wystawaj na publicznym placu, nie włócz się po szerokiej ulicy. Gdy idziesz ulicą, nie rozglądaj się dokoła. Bądź skromny, okazuj lęk przed nauczycielem. Jeśli okażesz lęk, nauczyciel będzie cię lubił. […] Ty, który włóczysz się po publicznym placu, czy osiągniesz sukces? Szukaj wiedzy u minionych pokoleń. Idź do szkoły, to ci przyniesie korzyść. […] Nigdy w życiu nie kazałem ci nosić trzciny. Wiązek trzcinowych, które młodzi i mali dźwigają, ty nigdy w życiu nie musiałeś nosić. Nigdy nie powiedziałem ci: „Podążaj z moimi karawanami”. Nigdy nie posłałem cię do pracy, żebyś orał moje pole. Nigdy nie posłałem cię do pracy, żebyś przekopywał moje pole. Nigdy nie posłałem cię do pracy jako robotnika. „Idź, pracuj, wspieraj mnie” — nigdy w życiu do ciebie tak nie powiedziałem…


„Pisarz i jego niesforny syn”, sumeryjska tabliczka z ok. 1700 p.n.e.; wg S. N. Kramer, „History Begins at Sumer”, rozdz. 3.

piątek, 16 września 2022

Jak powstał pierwszy list

Mowa Enmerkara była długa, jej treść zawiła,
posłaniec nie był dość biegły w mowie, nie mógł jej powtórzyć.
Ponieważ posłaniec nie był dość biegły w mowie, nie mógł jej powtórzyć,
pan Kulaby ulepił kawał gliny, umieścił na niej słowa jak na tabliczce pisarskiej,
— dawniej nie było w zwyczaju pisanie przesłania na glinianej tabliczce —
teraz, kiedy Utu przyniósł dzień, tak się stało —
pan Kulaby umieścił słowa (przesłania) na (pisarskiej) tabliczce — zaprawdę tak było.


„Enmerkar i Pan Aratty” wg „Eposy sumeryjskie”; przekład Krystyny Szarzyńskiej.

niedziela, 4 września 2022

Jak przekonać wyborców

Rok 2022:

Kolejki do bielańskiego PiS-u największe, a czemu? Bo rozdawali watę cukrową. Kolejki też spore do stoiska PO - bo rozdawali popcorn, jabłka i lemoniadę (bardzo smaczną).
[Agnieszka Stawiarska na Facebooku]

Rok 424 p.n.e.:

Wrzasnąłem: „Rado, dobrą wieść przynoszę
I jako pierwszy chcę ją wam oznajmić:
Nigdy, od czasu, gdy wybuchła wojna,
Nie były jeszcze takie tanie szprotki!”
(…)
Ci zaklaskali, wgapili się we mnie.
Gdy to zobaczył Paflagon, zrozumiał,
Czym się najłatwiej przypodobać Radzie.
Mówi: „Panowie, za taką radosną
Wiadomość trzeba, tak mi się wydaje,
Sto wołów złożyć w podzięce bogini”.
A Rada znowu jemu przytaknęła.
Ja widzę, że mnie pobił krowim gnojem.
Przebijam stawkę dwustoma wołami
I proponuję, by kóz cały tysiąc
Złożyć w ofierze jutro Artemidzie,
Jeśli sto szprotek będzie za obola.
Rada znów na mnie wytrzeszczyła oczy.
(…)
On błaga, żeby chwilę zaczekali:
„Poseł ze Sparty przybył, posłuchajcie,
W sprawie pokoju chce mówić!” powiada.
A ci wrzasnęli wszyscy jednym głosem:
„Co? O pokoju?! Teraz, kochaniutki,
Gdy wiedzą, jakie u nas tanie szprotki?
Po co nam pokój? Niech się wojna wlecze!”
(…)
Wybiegłem pierwszy, zdążyłem wykupić
Całą kolendrę i pory na rynku.
Dla nich zabrakło, więc im rozdawałem
Całkiem za darmo przyprawy do szprotek.
[Arystofanes, „Rycerze”, w. 642-679; tłum. Janina Ławińska-Tyszkowska]