Skoro szczycicie się, że światło płonie w was jaśniej niż w jakimkolwiek innym ludzkim rodzaju, rzekł im, kiedy stanęli przed nim po raz pierwszy, prosząc, by pozwolił im się osiedlić na skalistej ziemi, która była natenczas pustkowiem i siedzibą dzikiego zwierza, naznaczę wam daninę kryjącą się w najgłębszej ciemności ziemi i odtąd będziecie z mojego rozkazu wydobywać vermiglio, ja zaś, bez względu na plugawość waszych wierzeń oraz obyczajów, będę was otaczał opieką i chronił przed innymi. Wedle legendy, chociaż wolicie ją wstydliwie przemilczać, hrabia Bonaldo naciął dłoń w kształt godła swego rodu, podczas gdy starsi nakreślili na swoich dłoniach znak światła i uściskiem dłoni zapieczętowali przysięgę, posypując rany vermiglio. I mimo że wedle powszechnej wiedzy nieoczyszczona ruda jest trucizną, dla nich okazała się krynicą cudu, przedłużającą im życie zgoła ponad ludzką miarę, gdyż każdy przeżył w dobrym zdrowiu trzykrotność ludzkiego żywota (…)[Anna Brzezińska, „Woda na sicie”]
Kiedy po raz pierwszy czytałem „Wodę na sicie”, uznałem, że akcja tej powieści toczy się w średniowieczu w jakiejś fikcyjnej krainie w zachodniej części basenu Morza Śródziemnego.
Główna narratorka, oskarżona o czarownictwo i morderstwo, uwięziona i zeznająca przed trybunałem inkwizycji, nazywa siebie La Vecchia, co po włosku oznacza ‛Starucha’. Pochodzi z wioski włosko brzmiącej nazwie Cinabro, w parafii Sangreale. Również vermiglio jest słowem włoskim. Jedyne znane mi złoża vermiglio, eksploatowane od czasów starożytnych, znajdowały się jednak nie we Włoszech, lecz w Hiszpanii. Bohaterka opowiada, że mieszkańcy jej rodzinnych stron wyznają odmienną wiarę, a ważną rolę odgrywają wśród nich „oświeceni”. Trudno nie dostrzec w tym albigensów, czyli katarów, średniowiecznego ruchu religijnego znanego przede wszystkim z Langwedocji, gdzie długi czas bez konfliktów współegzystowali z katolikami. Ich ziemie zostały później podbite przez krucjatę rycerstwa z leżącego bardziej na północ królestwa Francji, zaś ich wiara wytępiona. Dla zgrabnego dopełnienia: włoskie słowo vermiglio pochodzi z języka oksytańskiego, używanego przez mieszkańców Langwedocji.
Po paru latach sięgnąłem ponownie po „Wodę na sicie”, a wówczas nagle uświadomiłem sobie, że o ile vermiglio pełni w niej ważną rolę, odmienna wiara dobrze uzasadnia stosunek bohaterki do stanu duchownego i jego powiązań z władzą, o tyle motywy włoskie mogłyby z powodzeniem nie występować wcale. Anna Brzezińska jest dojrzałą, doświadczoną pisarką, a przy tym mediewistką, specjalistką od średniowiecza — nie umieściłaby takich nawiązań bez powodu. Katarowie występowali również w północnych Włoszech, owszem, zachowały się dokumenty z ich przesłuchań, więc może po prostu Włochy — ale vermiglio? Jakież było moje zdziwienie, kiedy szukając, niemal od razu znalazłem informację o jego złożach we Włoszech!
A jednak… czy „Woda na sicie” to powieść historyczna osadzona w średniowiecznej Toskanii czy fantasy, której autorka zwodzi czytelnika co do miejsca i czasu, jak zwodzi inkwizytorów La Vecchia, snując swoją opowieść z kolejnymi wersjami prawdy?
To prostu dobra powieść.