Jakiś kłopot z feminatywami? 3500 lat temu w Egipcie to był dopiero kłopot:
Ideologia władzy królewskiej wymagała, żądała wręcz, władcy-mężczyzny. Jednak Hatszepsut, jak wskazywało samo jej imię*), była kobietą. Jej wyjście z tego ambarasu było mocno schizofreniczne. Na niektórych monumentach, zwłaszcza powstałych przed jej wstąpieniem na tron, kazała przekuć wizerunki tak, by przedstawiały ją jako mężczyznę. Na innych określała męskich monarchów z przeszłości żeńskimi epitetami w wyraźnej próbie „sfeminizowania” swych przodków. Nawet gdy portretowano ją jako mężczyznę, Hatszepsut używała często gramatycznie żeńskich tytułów, nazywając się córką (a nie synem) Re albo Panią (a nie Panem) Obu Krajów. Konflikt między męskim urzędem a żeńską płcią sprawującej go osoby nigdy nie został satysfakcjonująco rozwiązany. Nic dziwnego, że doradcy Hatszepsut wprowadzili nowe, zastępcze określenie monarchy: od tej pory słowo „pałac”, 𝘱𝘦𝘳-𝘢𝘢 (dosłownie: „wielki dom”), zaczęło oznaczać także jego mieszkańca. 𝘗𝘦𝘳𝘢𝘢 — faraon — stało się specyficznym określeniem egipskiego władcy.[Toby Wilkinson, „Powstanie i upadek starożytnego Egiptu”; przeł. Norbert Radomski]
Co do końcówki tego fragmentu: Hatszepsut formalnie panowała wspólnie ze swoim pasierbem, Totmesem III, od czasu jego wczesnego dzieciństwa aż do swojej śmierci, przez 15 lat. Jak zauważyła Catharine Roehrig, stosowanie nowego, przenośnego znaczenia terminu ,,wielki dom” mogło mieć też tę zaletę, że nie wskazywało wprost, które z dwójki władców podjęło daną decyzję.
*) „pierwsza ze szlachetnych dam”; przyp. WK.