„Główne obiekty kultu wśród Czinów można podzielić na trzy grupy: (i) Wielki Rodzic wszystkiego (𝘵𝘩𝘦 𝘎𝘳𝘦𝘢𝘵 𝘗𝘢𝘳𝘦𝘯𝘵 𝘰𝘧 𝘢𝘭𝘭); (ii) duchy, które żyją na ziemi i w niebie, zsyłają deszcz lub go wstrzymują, czuwają nad wioską, nad polami ryżowymi, dżunglą lub jakimś drzewem albo górą itp.; (iii) penaty, tj. zmarli przodkowie, których boją się oni bardziej, niż ich kochają, gdyż chociaż lękają się ich gniewu, nie oczekują od nich zbyt wiele błogosławieństw. Czinowie nie czczą żadnych wizerunków ani nie tworzą rzeźbionych przedstawień żadnego z tych obiektów kultu.
Wielki Rodzic wszystkiego jest uważany za kobietę (𝘧𝘦𝘮𝘢𝘭𝘦), Matkę ‘Li, i nie sądzą, że ma ona lub miała jakiś swój męski odpowiednik. Być może można by raczej powiedzieć, że wierzą, że płeć (𝘴𝘦𝘹) nie jest częścią natury ‘Li. Matka ‘Li panuje »na swoim tronie w niebiosach«, »nigdy się nie starzejąc i nigdy nie umierając«. Stworzyła ze swojej śliny ziemię, morze i niebo, swoją mocą wydała na świat całe życie, zwierzęce i roślinne. Stworzyła człowieka i udzieliła mu wszystkich materialnych, umysłowych i duchowych błogosławieństw, którymi się cieszy. Cała ludzkość jest jej dziećmi, kocha wszystkich.
(…)
Na początku, po tym jak Matka ‘Li stworzyła świat, złożyła sto jaj, które wysiedziała na bawełnie, i zrodziło się z nich sto par istot ludzkich, protoplastów różnych ras ludzkości. Potem zniosła jeszcze jedno jajo, malutkie, najpiękniejsze, o które szczególnie dbała. Przywiązała się tkliwie do niego i nie włożyła go do bawełny, ale trzymała je w glinianym garnku, więc się nie wykluło. Po pewnym czasie, myśląc, że jajo jest zepsute, rzuciła je na dach domu. Spadło z dachu na jakieś śmieci pod okapem i nie pękło. Gdy nadeszły deszcze, woda zniosła je razem ze śmieciami do strumienia, aż w końcu utkwiło w krzaku 𝘺𝘢𝘯𝘨-𝘭𝘢𝘪 (lub 𝘨𝘺𝘪𝘯-𝘺𝘦́). Tutaj 𝘢𝘴𝘩𝘶𝘯, czyli król kruk, dostrzegł jajo, zabrał je i wysiedział. Z tego jaja urodzili się chłopiec i dziewczynka, przodkowie rasy Czin”.
G. Whitehead, Notes on the Chins of Burma [w:] „Indian Antiquary”, vol. XXXVI (1907), s. 204.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz