poniedziałek, 10 marca 2025

Ennigaldi-Nanna, opiekunka przeszłości

Żyła w Mezopotamii 2500 lat temu, była babilońską księżniczką, córką króla Nabonida.

Niemal dwa tysiąclecia dzieliły ją od czasów jednej z jej poprzedniczek, słynnej poetki Enheduanny, córki Sargona Wielkiego, arcykapłanki świątyni boga Nanny w mieście Ur. Dawne zwyczaje i urzędy odchodziły w zapomnienie. Upłynęło sześćset lat od śmierci ostatniej arcykapłanki sanktuarium, już od sześciuset lat żadna kobieta nie pełniła roli ziemskiej małżonki boga, przez pokolenia pełnionej przez córki i siostry królów.

Król Nabonid, jakby przeczuwając, jaka rola mu przypadnie, szczególnie interesował się historią. Kiedy podczas renowacji dawnych świątyń zgodnie z tradycją prowadził prace wykopaliskowe aż do fundamentów, by odtworzyć pierwotny plan budowli, nie poprzestawał na tym, ale dokładnie opisywał znalezione depozyty i starał się oszacować, jak dawno przed nim żyli poprzedni władcy. Odrestaurował znaleziony podczas odbudowy świątyni w Sippar uszkodzony posąg Sargona Wielkiego, ,,przez wzgląd na cześć należną bogom” oraz ,,szacunek dla władzy królewskiej”. Zafascynowany przeszłością, próbował też wskrzesić dawne zwyczaje i instytucje. W roku 547 p.n.e. przywrócił urząd arcykapłanki boga Nanny w Ur i zgodnie z tradycją mianował na to stanowisko, podobno wskazaną przez boskie znaki, swoją córkę. Przyjęła wówczas sumeryjskie imię, pod którym jest nam znana: Ennigaldi-Nanna.

Zamieszkała w odbudowanej przez ojca prastarej siedzibie arcykapłanek, zwanej 𝘨𝘪𝘱𝘢𝘳, przyświątynnej rezydencji, mierzącej około 100×50 metrów, w skład której wchodziły pokoje mieszkalne i pomieszczenia pomocnicze. Podczas wykopalisk prowadzonych w Ur w roku 1925 Leonard Woolley odkrył w jednym z pomieszczeń pałacu 𝘨𝘪𝘱𝘢𝘳 dziesiątki starannie ułożonych obok siebie przedmiotów z różnych epok. Była tam między innymi część diorytowego posągu poświęconego bogini Ninsun przez sumeryjskiego króla Szulgiego, ceremonialna głowica maczugi wykonana z kamienia, graniczny kamień 𝘬𝘶𝘥𝘶𝘳𝘳𝘶 z czasów kasyckich, gliniany stożek fundacyjny z budynku w Larsie. Przedmiotom towarzyszyły niewielkie cylindry z opisami w trzech językach…

Pomieszczenie z kolekcją zgromadzoną i opisaną przez Ennigaldi-Nannę uważa się za pierwsze muzeum na świecie.

Nabonid, ojciec Ennigaldi-Nanny, okazał się ostatnim rodzimym władcą starożytnej Mezopotamii. W siedemnastym roku jego panowania armia perska pod wodzą Cyrusa wtargnęła do kraju i podbiła państwo nowobabilońskie.

Gliniany cylinder z Ur służący jako muzealna etykieta
Gliniany cylinder z Ur służący jako muzealna etykieta,
obecnie w zbiorach British Museum

wtorek, 25 lutego 2025

Gwiazda Jerzego

13 marca 1781 roku brytyjski muzyk z zawodu i astronom z zamiłowania, William Herschel, badając małe gwiazdy w gwiazdozbiorze Byka, zauważył wśród nich słabo świecący punkcik. Punkcik wydawał się nieco większy niż sąsiednie. Kiedy Herschel zastosował dwa kolejne, coraz mocniejsze ustawienia teleskopu, wrażenie potwierdziło się. Choć pobliskie gwiazdy niewiele zmieniły wówczas swój wygląd, rozmiar plamki wzrastał proporcjonalnie do powiększenia przyrządu, a jednocześnie stawała się ona bardziej niewyraźna, w przeciwieństwie do nadal ostrego obrazu gwiazd. Tę cechę w obserwacjach teleskopowych miały tylko obiekty znacznie bliższe Ziemi niż gwiazdy: komety i planety. Herschel uznał, że odkryty obiekt to kometa.

Przez następne noce prowadził pomiary mikrometryczne, notując pozycję obiektu w stosunku do pobliskiej gwiazdy. Nie minęło wiele dni, kiedy stwierdził, że obiekt bardzo powoli porusza się względem gwiazd. Porusza się mniej więcej w płaszczyźnie ekliptyki, jak wszystkie planety, i w tym samym kierunku co one. Jak typowe komety. Po miesiącu pomiarów Herschel powiadomił o swoim odkryciu królewskiego astronoma, który z kolei przekazał wiadomość kolegom z Francji. Europejscy astronomowie przeprowadzili własne obserwacje i wkrótce podjęto próby obliczenia orbity nowej komety. Bez powodzenia.

Przyjmowano, że orbita nowego obiektu jest paraboliczna i rzeczywiście dawało się z rozsądnym przybliżeniem dopasować ograniczoną liczbę obserwacji do pewnej paraboli. Jednak po kilku dniach faktyczna pozycja obiektu nie dawała się uzgodnić z obliczoną. Uwzględnienie w obliczeniach nowych pozycji dawało nową parabolę, która po pewnym czasie znów rozbiegała się z obserwowanym położeniem ciała na niebie. Nic dziwnego, gdyż powszechnie uważano, że obiekt jest kometą i w związku z tym zakładano, że jego perihelium (punkt orbity, w którym najbardziej zbliża się do Słońca) nie sięga dalej niż orbita Jowisza. Dla żadnej ze znanych około stu komet perihelium nie wypadało dalej niż pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza, a dla większości z nich mieściło się wewnątrz orbity Ziemi. Oba założenia przyjmowane do obliczania orbity nowego obiektu były błędne.

W maju 1781 pewien francuski astronom oszacował, że perihelium nowej komety znajduje się w odległości co najmniej dwunastu promieni orbity Ziemi, czyli za orbitą Saturna, najdalszej z ówcześnie znanych planet. Przyjęta przez niego wartość znacznie zwiększała dokładność dopasowania obliczeń do obserwacji, ale prawdziwego przełomu dokonał Anders Johan Lexell, fińsko-szwedzki astronom i matematyk. Rozwiązaniem była kołowa orbita o promieniu równym około dziewiętnastu promieniom orbity ziemskiej. Obiekt znajdował się dwa razy dalej od Słońca niż Saturn. Ze wszystkich przesłanek stało się jasne, że odkryto nową planetę.

Po kilku miesiącach, kiedy planeta przesunęła się bardziej po niebie, wyznaczono dokładniej jej odległość od Słońca. Niewielkie odchylenia od obliczeń wskazywały, że jej orbita nie jest okręgiem, ale nieznacznie spłaszczoną elipsą. W styczniu 1783, po niemal dwóch latach od pierwszej obserwacji Herschela, zasłużony francuski astronom Lalande ogłosił swoje wyniki obliczeń parametrów eliptycznej orbity nowego ciała niebieskiego.

Kiedy teraz było już pewne, że Herschel odkrył nową planetę, pierwszą planetę od czasów starożytnych, wypadało nadać jej specjalną nazwę. Zaszczyt przypadał oczywiście odkrywcy. Herschel za namową członków Towarzystwa Królewskiego, w tym sir Josepha Banksa, prezesa tej instytucji, nazwał planetę 𝘎𝘦𝘰𝘳𝘨𝘪𝘶𝘮 𝘚𝘪𝘥𝘶𝘴, czyli Gwiazdą Jerzego, na cześć ówczesnego brytyjskiego monarchy, króla Jerzego III. Rok wcześniej władca przyznał Herschelowi 2000 funtów na ulepszenie teleskopów oraz roczną pensję 200 funtów, stawiając jedynie warunek, że ten przeprowadzi się z południowo-zachodniej Anglii w pobliże Windsoru, żeby rodzina królewska mogła czasem popatrzeć sobie przez teleskopy, oprowadzana przez słynnego astronoma. Nazwa „Gwiazda Jerzego”, jak łatwo można było przewidzieć, nie spodobała się na kontynencie. Lalande proponował, żeby planetę nazwać na cześć odkrywcy: Herschel. Daniel Bernoulli, znany fizyk i matematyk, podsuwał nazwy opisowe: Transaturnis (Poza-Saturn) oraz Hypercronius (Nad-Kronius, Kronos to grecki odpowiednik rzymskiego Saturna). Inni astronomowie europejscy zwracali uwagę, że nazwy wcześniej znanych planet: Merkury, Wenus, Mars, Jowisz i Saturn, stanowią bez wyjątku imiona antycznych bóstw. Nową planetę proponowano więc nazwać Minerwą, Astreą, Cybele… Pojawiła się też propozycja „kompromisowa”: „Neptun Jerzego III” lub „Neptun Wielkiej Brytanii”, co miało upamiętniać zwycięstwa floty brytyjskiej nad zbuntowanymi koloniami amerykańskimi.

W Wielkiej Brytanii obstawano przy Gwieździe Jerzego, we Francji przeważnie nazywano planetę Herschelem… Aż wreszcie berliński astronom Johann Bode (znany z prawa Titusa-Bodego), podsunął inną nazwę. Skoro ojcem rzymskiego boga Jowisza (piąta planeta od Słońca) był Saturn (szósta planeta), więc sensownie byłoby, gdyby następna, siódma planeta nosiła imię tego, kto był ojcem Saturna. Bode nową planetę nazwał Uranus, zlatynizowanym imieniem greckiego Uranosa, ojca Kronosa-Saturna i dziadka Zeusa-Jowisza. Nazwa Uran szybko zdobywała sobie popularność. Maximilian Hell, dyrektor obserwatorium w Wiedniu, używał jej w swoich wydawanych corocznie tablicach astronomicznych, niemiecki chemik Martin Klaproth w 1789 w nawiązaniu do nazwy nowej planety nadał odkrytemu przez siebie pierwiastkowi nazwę uranium. Stopniowo używaną powszechnie na kontynencie nazwę nowej planety przyjmowali również Brytyjczycy. Ostatnie skapitulowało Biuro Almanachu Nawigacyjnego Jej Królewskiej Mości, które przyjęło nazwę „Uran" w roku 1850.

środa, 12 lutego 2025

Uciekający mąż

Tak jak dziś, również w starożytności uważano za oczywiste, że mąż i żona powinni być razem. Niekiedy, gdy stroną zawieranego małżeństwa był kupiec, często wyjeżdżający na długi czas z domu, przezornie zapisywano wprost w umowie prawo męża do zabierania ze sobą żony z jej rodzinnego miasta:

Anah-ili dał swoją córkę za żonę Ṭab-silli-Aszurowi. Może on ją zabrać ze sobą, dokąd zechce.

Lub też starano się nałożyć na męża obowiązek zabierania żony ze sobą:

Aszur-malik poślubił Suhkanę, córkę Iram-Aszura. Dokądkolwiek uda się Aszur-malik, weźmie ją ze sobą.

Nie wiemy, jak wyglądała umowa ślubna wiążąca kupca Enna-Sina z jego żoną Isztar-nadą, ale w ich małżeństwie najwyraźniej nie układało się dobrze. Enna-Sin często podróżował w interesach po Anatolii, a podążająca za nim żona bezskutecznie usiłowała do niego dołączyć i słała listy przez posłańca…

Powiedz Enna-Sinowi: tak (mówi) Isztar-nada:
Zostawiłeś mnie w Buruszhattum (300 km na zachód od głównej faktorii handlowej w Kanesz) i tam uciekłam z rąk śmierci, ale ty o mnie nie dbasz! Przybyłam tutaj, a w Kanesz mnie upokorzyłeś i przez cały rok nie pozwoliłeś mi przyjść do swego łoża. Napisałeś do mnie z Timilkii (na głównym szlaku do Aszur, 200 km na płd.-wsch. od Kanesz): „Jeśli tu nie przybędziesz, nie jesteś już moją żoną! Sprawię, że potrwa to dla ciebie jeszcze dłużej niż w Buruszhattum”. Z Timilkii udałeś się do Kanesz, (mówiąc) tak: „Wyjadę w ciągu piętnastu dni (aby przybyć do ciebie)”. Ale zamiast piętnastu dni zostałeś tam rok! Z Kanesz pisałeś do mnie: „Przyjedź do Hahhum!”. Dziś mieszkam w Hahhum (100 km na płd.-wsch. od Timilkii, 300 km od Kanesz) od roku, a ty w swoich przesyłkach nawet nie wspomniałeś mojego imienia! Wszyscy twoi współpracownicy, którzy tam mieszkają, widzieli moje (długie samotne) dni…

Teksty tabliczek wg Cécile Michel, „Women of Assur and Kanesh: Texts from the Archives of Assyrian Merchants”; oraz tejże „Femmes au foyer et femmes en voyage” [w:] „Voyageuses, Clio, Histoires, Femmes et Société”, 28/2008.

czwartek, 6 lutego 2025

HAL 9000: Daisy, Daisy…

W poruszającej scenie filmu „2001: Odyseja kosmiczna” astronauta David Bowman wysuwa z panelu i tym samym wyłącza kolejne moduły inteligentnego, samoświadomego komputera pokładowego HAL 9000, jeden po drugim. Gdy Bowman to robi, HAL traci pamięć, zresetowany do stanu po uruchomieniu do eksploatacji:

HAL: Dzień dobry, panowie. To ja, komputer HAL 9000. Uruchomiono mnie w zakładach HAL w Urbanie, w stanie Illinois, 12 stycznia 1992. Instruował mnie pan Langley, który nauczył mnie piosenki. Jeśli chcesz, mogę ci ją zaśpiewać.

Bowman: Chętnie posłucham, Hal. Zaśpiewaj.

HAL: Ma tytuł „Daisy”.

HAL zaczyna śpiewać popularną niegdyś piosenkę „Daisy Bell”, coraz wolniej i niewyraźniej, gdy jego świadomość ulega stopniowemu rozpadowi:

Daisy, Daisy,
Nie mów mi, proszę, nie.
Bliski obłędu jestem,
Miłość dopadła mnie.

Pierwsze w historii komputerowe zsyntetyzowanie głosu ludzkiego miało miejsce w roku 1961 i była to ta sama piosenka, zaprogramowana przez Johna Kelly’ego i Carol Lockbaum, z muzycznym akompaniamentem Maksa Mathewsa, pioniera muzyki komputerowej. Wykonywał ją komputer mainframe IBM 7094 w Bell Laboratories w Murray Hill.

Prace koncepcyjne nad filmem „2001: Odyseja kosmiczna", który wszedł na ekrany kin w roku 1968, rozpoczęto w 1964. Współpracujący z Kubrickiem nad scenariuszem autor fantastyki Arthur C. Clark miał znajomego pracującego w Bell Laboratories i kiedy go odwiedził, miał okazję wysłuchać tego wykonania komputerowego na żywo. Był pod takim wrażeniem, że wykorzystał pomysł w scenariuszu filmu i w swojej stworzonej równolegle powieści.

niedziela, 26 stycznia 2025

Kiedy nie masz co na siebie włożyć…

Podczas wykopalisk prowadzonych pod koniec XIX w. w sumeryjskim mieście Nippur, w południowej Mezopotamii, znaleziono między innymi dwanaście zapisanych pismem klinowym glinianych tabliczek, opatrzonych pieczęcią Naramsina. Król Naramsin żył w XXIII w. p.n.e., był wnukiem Sargona Wielkiego, założyciela dynastii akadyjskiej, twórcy pierwszego w dziejach wielkiego imperium, obejmującego całą Mezopotamię aż po Morze Śródziemne. Toczył liczne wojny, znacznie poszerzył granice odziedziczonego państwa i jako pierwszy w dziejach przyjął tytuł „króla czterech stron świata”.

Między dwunastoma glinianymi tabliczkami znaleziono jedną odmienną, bardzo nietypową i tajemniczą. Podczas pospiesznej inwentaryzacji znalezisk, dokonanej przed odczytaniem ich treści, uznano ją za „kamienną tabliczkę astronomiczną”. Była wykonana z białego marmuru.

Zwykłe dokumenty do codziennego użytku spisywano na tabliczkach z gliny, nawet korespondencję dyplomatyczną prowadzono na glinianych tabliczkach, których treść odczytywał poseł. W kamieniu ryto sceny i towarzyszące im teksty na stelach zwycięstwa (stela Naramsina), obowiązujące w całym państwie prawa (późniejsza stela Hammurabiego), z kamienia były wykonane opatrzone tekstem stele graniczne, zwane kudurru. Ta tabliczka była jednak dokumentem prywatnym. Jej tekst, napisany po akadyjsku, zawiera liczne wtręty w języku Hurytów, którzy zamieszkiwali region gór Zagros i mieli własne państwo w północnej Mezopotamii. Również imiona nadawcy i odbiorcy są huryckiego pochodzenia, co wskazuje na to, że zapewne tabliczka powstała poza Nippur. Być może odbiorca był możnym Hurytą zamieszkującym Nippur? Niewykluczone, że był on więzionym w Nippur jeńcem wojennym. Albo może oboje z nich?

Tabliczka zawiera listę sztuk odzieży, które pewna dama imieniem Tupin przekazuje mężczyźnie imieniem Sebrin-ipri. Na eleganckiej białej marmurowej tabliczce spisano ogółem 92 (dziewięćdziesiąt dwie) sztuki ubiorów przekazane w podarunku.

sobota, 18 stycznia 2025

Kostki z Harappy

terakotowa kostka z Harappy, muzeum w Lahore, Pakistan
Terakotowa kostka z Harappy, muzeum w Lahore, Pakistan

Jedną z najwcześniejszych cywilizacji, współczesną kulturom starożytnego Egiptu i Mezopotamii, była cywilizacja doliny Indusu. Po swoim upadku pozostawała nieznana przez stulecia, dopiero w latach 20. XX wieku odkryto dwa duże ośrodki miejskie ze szczytowego okresu jej rozwoju, ok. 2600–1900 p.n.e.: Harappę i Mohendżo Daro. Otoczone murami z cegieł, z regularną zabudową ceglanych domów wzdłuż szerokich ulic, z budowlami użyteczności publicznej, systemami zaopatrzenia w wodę, łaźniami i z pierwszą na świecie kanalizacją miejską. Podczas wykopalisk znaleziono w tych indyjskich miastach ponad dziesięć tysięcy przedmiotów, jak narzędzia z miedzi i brązu, naczynia, figurki, pieczęcie i tabliczki z nieodczytanym do dziś pismem, wagi i odważniki, biżuterię i zabawki dla dzieci. Wśród nich były także wykonane z wypalonej gliny sześcienne kostki do gry.

Kostki z Mohendżo Daro i Harappy od współczesnych kostek do gry różnią się przede wszystkim rozmiarem. Obecnie najczęściej używa się kostek o boku 1,6 cm, ale tak małe byłoby trudno robić ręcznie z gliny. Starożytne kostki mierzą od 3 do 4 cm, pokazana na zdjęciu ma rozmiary 3,2×3,2×3,2 cm.

Oprócz rozmiarów i materiału, z których je wykonano, kostki ze starożytnych miast doliny Indusu różnią się od dzisiejszych jeszcze dwiema cechami. Trzy oczka, zagłębienia na jednym z boków, oznaczające wynik „3”, ułożono w trójkąt równoboczny, podczas gdy obecnie zwykle ułożone są w jednej linii, po przekątnej.

Inne jest także rozłożenie oczek na ściankach: na używanych dzisiaj kostkach suma wyników z przeciwległych ścianek zawsze równa się 7 (tj. 1 i 6, 2 i 5, 3 i 4), podczas gdy na kostkach z Mohendżo Daro i Harappy na przeciwległych ściankach występują parami kolejne liczby: 1 i 2, 3 i 4, 5 i 6.

niedziela, 5 stycznia 2025

Czy wyrzekasz się Szatana?

Wolter, racjonalista walczący z obskurantyzmem, przesądami i fanatyzmem, krytykował Kościół i wszelkie instytucjonalne religie, w których dostrzegał przyczyny nietolerancji i prześladowań. Błyskotliwy polemista, znany z ciętego języka, nic dziwnego, że stał się bohaterem licznych anegdot. Ponoć kiedy w wieku 83 lat spoczywał na łożu śmierci, zaszedł do niego ksiądz, który usiłował nakłonić go do pokuty i nawrócenia się:

— Czy wyrzekasz się Szatana i wszelkich spraw jego?

Na co Wolter:

— To nie pora, by przysparzać sobie nowych wrogów.